Archiwa

Na mecie przed czasem!

Tekst „Rezydencji” poprawiony! Książka – mam nadzieję – ukaże się w przyszłym roku.

Powyższe zdanie zamieściłem wczoraj na instagramowym mikroblogu oraz na facebookowej stronie moich książek. Zgadza się, finalna wersja tekstu jest już gotowa, ale dopiero teraz dotarło do mnie coś jeszcze: gdybym się uparł, byłbym w stanie wprowadzić tę książkę na rynek już teraz. Szybki skład wnętrza, okładka ekspresowo zaprojektowana przez grafika, kilkanaście dni na druk, kilka na formalności z dystrybutorem i książka wylądowałaby w księgarniach. Kiedy? Myślę, że bez problemu dałbym radę jeszcze w tym miesiącu. Nieźle, co? Dwa miesiące po premierze „I nagle wszystko się kończy”.

Ale bez obaw, jeszcze nie oszalałem, żeby wydawać kolejną książkę w momencie, w którym zapewne jeszcze nie wszyscy zainteresowani zdążyli przeczytać poprzednią. W niniejszym wywodzie nie zmierzam do obwieszczenia daty premiery „Rezydencji”. Na to – zgodnie z zapowiedziami – przyjdzie czas w 2014 roku. Esencją niniejszego wpisu jest coś innego. Oto – po raz pierwszy w życiu – udało mi się zakończyć prace nad książką wcześniej niż planowałem. To naprawdę kojąca myśl. W końcu nie trzeba się spieszyć. Wreszcie można delektować się procesem wydawniczym, a nie pędzić do celu ze świadomością, że zakładało się, iż wyrobi się ze wszystkim znacznie szybciej.

To szczególnie przyjemne odczucie w kontekście tego, co działo się przy okazji „I nagle wszystko się kończy”. Książkę tę najpierw planowałem wydać mniej więcej w marcu, później w czerwcu, następnie na przełomie sierpnia i września, aż wreszcie udało się to zrobić dopiero pod koniec dziewiątego miesiąca roku. Wszystko wskazuje na to, że z „Rezydencją” będzie zupełnie inaczej. Tym razem mam zapas czasu – naprawdę spory zapas czasu. Chciałbym wydać tę książkę w 2014 roku. W lutym? W kwietniu? W czerwcu? Jeszcze później? To naprawdę świetna sprawa, że w końcu nie trzeba się spieszyć. Na luzie można zająć się innymi sprawami, a „Rezydencja” będzie sobie spokojnie czekać na swój moment.

Raz na jakiś czas pogadam z grafikiem o okładce. Uruchomię sprzedaż w przedpremierze. Od czasu do czasu spojrzę z dumą na plik z ukończonym tekstem. I będę zasypiał z uśmiechem na ustach, bo w końcu udało mi się prześcignąć mój własny perfekcjonizm.