Archiwa

Już można gratulować!

Pierwsze gratulacje z okazji wydania nowej książki zaczęły napływać już po skończeniu prac nad nią. Napływały dalej, gdy odebrałem paczki z drukarni. Kolejne usłyszałem, gdy oświadczyłem, że książki trafiły do dystrybutora. Za każdym razem dziękowałem, ale przy okazji mówiłem, że jeszcze za wcześnie na gratulacje. To dlatego, że aż do końca nie można być niczego pewnym. Wyobraźmy sobie, że ukończona książka zostaje źle wydrukowana i trzeba wszystko naprawiać. Wyobraźmy sobie, że zostaje wydrukowana dobrze, ale dystrybutor z jakiegoś powodu nie chce jej przyjąć. Wreszcie wyobraźmy sobie, że książka trafia do magazynów, ale z jakiegoś powodu dystrybutor wypowiada umowę albo coś innego staje na przeszkodzie, by publikacja dotarła do księgarni. Właśnie dlatego człowiek boi się przyjmować gratulacje zbyt wcześnie. Ze spokojem może przyjąć je dopiero wtedy, gdy zobaczy swoją książkę w księgarniach. Taki dzień nastał dziś. Zgodnie z planem, 30 września 2013 miała miejsce premiera „I nagle wszystko się kończy”.

Wieczorek poetycki

„Wieczorek poetycki. No dobra, czytamy Bukowskiego w klubie ze striptizem, czyli część trzecia «Triathlonu imienia Charlesa Bukowskiego». Czy recytowanie tekstów o paniach rozbierających się za pieniądze pośród pań rozbierających się za pieniądze jest nietaktem? Póki co podchodzące do nas dziewczyny są trochę zdziwione, gdy zauważają na stoliku pełno książek Bukowskiego, a my wyjaśniamy, co tu robimy.”

Ta notatka sporządzona podczas relacjonowanego tu wieczoru najlepiej opisuje klimat akcji. Ale zacznijmy od początku!

Spotykamy się pod Empikiem na Nowym Świecie. Znakiem rozpoznawczym ma być książka Bukowskiego. Niestety, zapomniałem swojego egzemplarza. Oznacza to zarówno brak rekwizytu, po którym mam zostać rozpoznany przez uczestników akcji, jak i brak źródła cytatów. Na szczęście regały pełne książek są tuż obok. Wystarczy sfotografować kilka stron i będzie można czytać z komórki. Jest jeszcze trochę czasu, więc szybko wskakuję do Empiku i odnajduję półkę z Bukowskim. Plusem twórczości tego autora jest to, że aby znaleźć dobry cytat wcale nie trzeba tak długo się naszukać. Kartkuję jedną z książek i błyskawicznie znajduję garść fragmentów adekwatnych do tematyki wieczoru. A tą miały być kobiety.

Kilka minut po umówionej godzinie staje się jasne, że o dziwo podczas dzisiejszej odsłony projektu będzie dominowała płeć piękna. Proporcje rozkładają się 4 do 3. Łącznie na akcji zjawia się 7 osób. Część osób dotarło na „Triathlon…” po raz pierwszy, dla części jest to już kolejna wizyta. Jako, że w lokalu, do którego się udajemy nie można robić zdjęć, do kilku pamiątkowych fotek pozujemy jeszcze przed dotarciem na miejsce. Jakiś czas później wchodzimy do środka.

Jest wpół do jedenastej. Jesteśmy jednymi z pierwszych osób. Ma to swoje plusy i minusy. Swobodnie jesteśmy w stanie zająć dogodne miejsca przy dużym stoliku na antresoli, ale zarazem stajemy się głównym celem dla pracujących tam tego wieczoru dziewczyn. Za wszelką cenę chcą nas przekonać do skorzystania ze swoich usług. Trochę zbija je z tropu fakt, że w naszej grupie jest więcej kobiet niż mężczyzn, a także to, że na stoliku leży podejrzanie dużo książek (warto zaznaczyć, że w tej sytuacji już jedna to „podejrzanie dużo”). Zgodnie z prawdą wyjaśniamy im, że spotkaliśmy się tu na „Wieczorek poetycki”. Cóż za piękny eufemizm na wypad do strip clubu!

Dziewczyny obierają różne taktyki. Jedne są miłe, a inne starają się być prowokujące. Padają propozycje tańca indywidualnego oraz tańca dla całej grupy. Po lokalu najwyraźniej dosyć szybko rozchodzi się wieść o dziwnej grupie ludzi, która przybyła tego wieczora do klubu. Część podchodzących do nas dziewczyn już wie, w czym rzecz. Większość nie daje za wygraną i negocjuje naprawdę intensywnie. Czasami jest to ciekawe, czasami zabawne, a innym razem po prostu męczące.

Popijamy piwo, czytamy fragmenty prozy oraz poezji Bukowskiego, oceniamy umiejętności poszczególnych tancerek (niektóre potrafią wspiąć się po rurze na ładne kilka metrów!), opowiadamy angedoty z życia. Powtarzamy podchodzącym do nas dziewczynom, że jesteśmy chyba najgorszymi klientami, jacy kiedykolwiek tu przybyli. Większość reaguje pozytywnie i tylko się śmieje, ale niektóre nie są zadowolone z takiego stanu rzeczy.

Wszechobecne nagie ciała doskonale wpisują się w klimat czytanych przez nas tekstów. Słowa Bukowskiego mieszają się z wypełniającą lokal muzyką, a wszędzie wokoło widać falujące piersi, powypinane pośladki i skąpe ubrania.

Pomimo zakazu udaje nam się zrobić kilka pamiątkowych zdjęć z ukrycia, ale bez obaw, szanujemy prywatność pracujących tam dziewczyn i ich na fotkach nie ma.

Wieczór mija błyskawicznie. Akcja celowo zaczęła się o tak wczesnej godzinie, żeby osoby wybierające się o poranku do pracy nie miały problemów ze wstawaniem, ale i tak ostatni uczestnicy wychodzą po trzeciej nad ranem.

Zostawiamy za sobą pulsujący światłami klub go-go i tym samym trzeci odcinek „Triathlonu imienia Charlesa Bukowskiego” – a wraz z nim cały projekt – dobiega końca. Z pewnością był to jeden z najbardziej nietypowych i niezwykłych sposobów na doświadczanie literatury. Nie mówię, że powinni uczyć tego w szkołach, ale cholera, czasami warto zrobić coś inaczej.

Przyjdź kompletnie pijany do baru i razem z grupą znajomych i nieznajomych czytajcie fragmenty Bukowskiego.

Idźcie na tor wyścigów konnych i róbcie to pomiędzy gonitwami.

Udajcie się do klubu ze striptizem i pośród kobiet rozbierających się za pieniądze recytujcie teksty na temat kobiet rozbierających się za pieniądze.

Wszystko jedno, czy chodzi o czytanie, czy o cokolwiek innego – szukajcie w życiu różnorodności i kolekcjonujcie ciekawe doświadczenia. Jeśli dobrze się postaracie, to będą tacy, który nie uwierzą w ani jedno Wasze słowo. A Wy wtedy uśmiechniecie się, bo będziecie wiedzieli, że to najlepszy z możliwych komplementów.

Proste mechanizmy

Dziś będzie o sprawach damsko-męskich, bo to jest temat, który zawsze dobrze się sprzedaje. W porządku, przyczyna jest inna – zauważyłem, że prawie wcale nie piszę tu o takich rzeczach, co jest o tyle dziwne, że są to zagadnienia, które niezwykle mnie fascynują. Ci z Was, którzy znają mnie na żywo, dobrze wiedzą, jak bardzo lubię rozkminiać wszelkie tego typu kwestie. Uwielbiam szukać reguł, zależności i uzyskiwać wgląd w kobiece oraz męskie umysły. Lubię uczyć się na błędach cudzych oraz własnych. To wszystko sprawia, że wiele osób upodobało mnie sobie jako kogoś do zwierzania ze wszelkiej maści problemów natury damsko-męskiej. Dochodzi do tego, że część znajomych odzywa się do mnie tylko wtedy, gdy ma tego typu problem. W tym miejscu pragnę pozdrowić te osoby i zarazem poinformować, że nie, nie gniewam się na Was, bo dostarczacie mi nowych materiałów do rozkminek, a to jest dobre, nawet jeśli przez pozostałe miesiące w roku macie mnie w dupie. :P

Nie da się ukryć, że sprawy damsko-męskie to temat rzeka. Każdy ma jakieś doświadczenia w tej materii, a nawet jeśli myśli, że nie ma, to to również jest to jakieś doświadczenie. Uwielbiam słuchać tych historii, dyskutować o nich oraz analizować je w sposób niezwykle drobiazgowy. Udzielam porad, próbuję odnaleźć i wytłumaczyć motywy czyichś zachowań i oczywiście bardzo często się mylę, ale wydaje mi się, że ponadprzeciętnie często mam rację i życie to weryfikuje. Ale nie piszę tego wszystkiego w związku z tym, że planuję otworzyć jakiś biznes polegający na płatnych konsultacjach i pragnę nagonić sobie klientów (choć, cholera, to jest całkiem niezły pomysł! :D). Te słowa wstępu są mi potrzebne, aby przejść do meritum niniejszego posta.

Pewne mechanizmy się powtarzają. Jest bardzo dużo takich prawidłowości. Jedne dotyczą drobiazgów, a inne poważnych spraw. Niektóre tylko w niewielkim stopniu przekładają się na sukces w sprawach damsko-męskich, a inne odgrywają tu kluczową rolę. Celowo używam „sterylnego” sformułowania jakim są „sprawy damsko-męskie”, ponieważ mam tu na myśli szeroki obszar – od flirtu, przez relacje typu „friends with benefits”, po mniej lub bardziej klasycznie pojmowane związki. Czasami rozmyślam na temat tego, jak wielu problemów można by uniknąć, gdyby ludzie byli bardziej świadomi niektórych mechanizmów. Co ciekawe, czasem jest tak, że jakaś kwestia jest dla jednej płci całkowicie oczywista, podczas gdy dla drugiej wydaje się ona jakąś magią, absolutną enigmą.

Aby nie być gołosłownym, przytoczę przykład czegoś, co chyba dla większości kobiet jest oczywiste, natomiast zaskakująco duża liczba facetów nie jest tego świadoma. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że reakcje po zapoznaniu się z moimi słowami mogą być różne. Ktoś powie, że to, co teraz napiszę jest kompletną bzdurą, ktoś inny wyśmieje, stwierdzając, że to przecież banał i że wszyscy to wiedzą, ale będzie też grupa osób, która przyjmie to do wiadomości i zacznie częściej zwracać uwagę na tę kwestię. Nie wiem, do której grupy wpadniesz, drogi czytelniku, ale miej na uwadze to, że w dużym stopniu przydział może być powiązany z Twoją płcią. Ale do rzeczy!

To jest naprawdę prosty mechanizm. Wyobraź sobie sytuację, w której facet popełnia jakąś gafę, a następnie próbuje za nią przeprosić, co tylko bardziej wkurza kobietę. Tak to wygląda z perspektywy faceta. Natomiast z perspektywy kobiety jest zupełnie inaczej: okazuje się, że facet przeprosił ją nie za to, za co się naprawdę obraziła, lecz za coś zupełnie innego, przez co ona wkurza się jeszcze bardziej, że gość nawet nie wie, w czym rzecz. Bardzo szybko się nauczyłem, że lepiej nie próbować zgadnąć, w czym jest problem, bo można nie trafić i wtedy problem będzie jeszcze większy. Być może dla kobiet ten mechanizm jest oczywisty, ale uwierzcie mi, że dla wielu facetów niekoniecznie. Ilu gościom można dupę uratować prezentując ten mechanizm, a także wiele innych.

To banalne? Oczywiste? Jasne, ale jak wielu facetów jest w stanie o tym pomyśleć zawczasu. Syndrom teleturnieju. Gdy oglądasz quiz w telewizji, to znasz odpowiedzi na tak wiele pytań, ale gdy lądujesz w samym środku akcji i to Tobie zadają pytania – wtedy nie jest już tak różowo. To teraz dla równowagi prawidłowość, której moim zdaniem częściej świadomi są mężczyźni niż kobiety. Czuję, że tym razem to głównie czytelniczki przyjmą moje słowa ze zdumieniem, natomiast czytelnicy tylko pokiwają głowami.

To sytuacja, którą widziałem już tak wiele razy. Dotyczyła zarówno moich bliższych, jak i dalszych znajomych. Powiązana jest z tematyką rozstań. Z facetami to jest tak, że po rozstaniu z kobietą często wpadają w tryb „barwne życie bez zobowiązań”. Zaczynają się przelotne znajomości i niezobowiązujące romanse. Część gości postępuje tutaj fair, dając do zrozumienia swoim partnerkom, że to nic poważnego, a inni już niekoniecznie. „Często” nie znaczy „zawsze”, ale akurat odsetek mężczyzn postępujących w taki sposób nie jest tutaj istotny, bo nie to jest esencją drugiego mechanizmu, który chcę przedstawić w niniejszym poście. Dotyczy on bowiem kobiet i tego, w jaki sposób postępują po wyjściu z jednej relacji i wejściu w drugą. To nie jest oczywiście jedyny sposób. To nie jest nawet najczęstszy sposób. Ale z całą pewnością jest to sposób, który widziałem już tyle razy u różnych ludzi (a także słyszałem w opowieściach przekazywanych „z drugiej ręki”), że z całą pewnością zasługuje on na akapit w notce takiej jak ta.

Otóż mam wrażenie, że często jest tak, że gdy kobieta wejdzie w nowy związek bezpośrednio po zakończeniu takiego, w którym była bardzo długo, to ten nowy związek zaczyna być oparty na bardzo mocnej więzi. Nie mnie oceniać, na ile jest to gra, na ile wkręcanie samej siebie, a na ile autentyczne uczucia, ale widziałem to już wiele razy. Często po okresie znacznie krótszym niż czas trwania poprzedniego związku takie pary są już zaręczone, po ślubie albo weszły na jakiś inny next level (np. jeśli dziewczyna była z gościem parą przez 2 lata i nigdy razem nie zamieszkali, a później a z nowym typem mieszka już po kilku miesiącach, to jest to jakiś next level). Część takich par rzeczywiście funkcjonuje, ale widziałem już rozwody.

Moje teorie na temat tego, dlaczego tak się dzieje? Wyodrębniłem kilka przesłanek i zamieszczam je poniżej. Niektóre się wykluczają, ale niektóre mogą współwystępować. Wybierz jedną, kilka, albo dopisz własne.

1. Kobieta szuka nowego faceta w oparciu o wady swojego poprzedniego. Jeśli znajduje gościa, który w tych miejscach, gdzie jej ex miał wady, ma zalety, to na zasadzie kontrastu zaczyna łączyć ją z nim silna więź.

2. Kobieta zmęczona poprzednią sytuacją staje się mniej wybredna w kolejnej relacji i przymyka oko na część wad nowego faceta (pod warunkiem, że są to inne wady niż u poprzedniego, nawet jeśli są równoważne pod względem kalibru).

3. Po zakończeniu związku kobieta bardzo potrzebuje bliskości i kolejny facet, z którym poczuje namiastkę tej bliskości, staje się dla niej automatycznie kimś, z kim może wytworzyć silną więź.

4. Kobieta przechodzi przemianę wewnętrzną i sama jest inna, przez co nie generuje w nowym związku takich problemów, jakie były w poprzednim. Część wad jest z winy kobiety, część z winy mężczyzny, część w wyniku działania czynników zewnętrznych/osób trzecich, więc jeśli jedno z tych źródeł jest zredukowane, to automatycznie w relacji jest lepiej.

5. Wyjaśnienie magiczne typu „dobra karma”: jakimś fartem dziewczyna rzeczywiście trafia na faceta, z którym jest lepiej zgrana. :D

Rozmawiałem ostatnio na ten temat z pewną przedstawicielką płci pięknej, która również jest typem niezłego rozkminiacza. Pozwolę sobie zacytować jej spojrzenie na ten temat:

„tak, taki mechanizm istnieje. mysle ze to jest glownie kwestia presji spolecznej czyli ‚jestem juz w takim wieku ze trzeba sie zenic itd.’, u kobiet dochodzi takie przekonanie ze ‚juz mlodsza i ladniejsza nie bede, wiec teraz trzeba korzystac z okazji’, nastepne przekonanie ‚kobieta powinna miec jednego faceta do nauki na nim, a drugiego na zycie’. stad po wejsciu w taki zwiazek wszystko dzieje sie szybko. nowy partner jest wybierany na zasadzie kontrastu cech (tak jak pisales), kobieta jest mniej wymagajaca (tak jak pisales) i czulosc/bliskosc tez ma duze znaczenie (w poprzednim zwiazku przyzwyczaila sie do tego i teraz bardzo jej tego brakuje wiec po wejsciu w nowa relacje obiecuje sobie ze juz tego nie straci). efekt: albo im sie dobrze zyje (bo dopiero naucza sie tego) albo rozwod, ale czesto bywa tak ze z wierzchu jest wszystko pieknie a naprawde jest wszystko zle. mam takich znajomych i wiem to z obserwacji ale tez z tego ze znam sytuacje od srodka.”

No i to by było na tyle, moi drodzy. Rozglądajcie się wokół siebie i analizujcie rzeczy, które Wam się przytrafiają. Jest tyle ciekawych mechanizmów do odkrycia! I dzielcie się tą wiedzą z innymi, przekazujcie ją dalej. Można uratować dupę tak wielu osobom. ;) A cokolwiek się w „tych” sprawach nie wydarzy, pamiętajcie o jednym – życie jest ekscytującą przygodą!