Archiwa

Crowdfunding

Przygotowania do wydania nowej książki idą pełną parą. Dla przypomnienia, będzie to zbiór bardzo zakręconych opowiadań zatytułowany „I nagle wszystko się kończy”.

Tymczasem postanowiłem – w ramach eksperymentu – zamiast klasycznie rozumianej przedsprzedaży, uruchomić projekt na jednej z polskich platform crowdfundingowych.

Czym jest crowdfunding? W skrócie wygląda to tak, że grupa ludzi zbiera się wokół wspólnego celu (np. wydanie książki) i go współfinansuje. Kwota dotacji może być różna – od symbolicznej, po całkiem sporą. W zależności od wielkości wsparcia, otrzymuje się różne prezenty. Przykładowo, 29 złotych to egzemplarz książki przesłany do domu, 10 zł to wersja elektroniczna jednej z poprzednich książek, a 249 zł to pakiet wszystkich publikacji oraz spotkanie na żywo o charakterze warsztatowo-coachingowym, podczas którego będzie można dowiedzieć się, w jaki sposób wydać własną książkę. Zbiórka pieniędzy będzie trwała przez 60 dni, a celem jest uskładanie kwoty 3000 zł.

Jeśli chcecie wesprzeć wydanie „I nagle wszystko się kończy” oraz otrzymać swój egzemplarz książki jako pierwsi w Polsce (a także dostać garść innych prezentów!), to koniecznie sprawdźcie stronę projektu:

http://wspieram.to/projekt,390.html
.

Poprawki do poprawek

Zajrzałem dziś do plików z opowiadaniami, które planuję zamieścić w zbiorku „I nagle wszystko się kończy” i stwierdziłem, że sprawy mają się fatalnie. Tyle koszmarnie skonstruowanych zdań, tak wiele akapitów nadających się do poprawki, tyle słów, które trzeba usunąć albo zmodyfikować. Ten świetny zbiór opowiadań jest po prostu żałosny. Wstyd go publikować. Wstyd go komukolwiek pokazywać.

To oczywiście nie jest prawda. To znaczna przesada. Tu do głosu dochodzi perfekcjonizm i zdolność do samokrytyki. Większość nie ma tego pierwszego, a wielu także tego drugiego. Jasne, te teksty na pewno wymagają dodatkowych poprawek, za które od dziś się zabieram, ale nie są aż takie złe. Są naprawdę barwne i pomysłowe. Tylko jeszcze wymagają doszlifowania.

Są takie chwile, zazwyczaj zaraz po skończeniu pierwszej wersji jakiegoś tekstu, w których czujesz, że stworzyłeś coś niesamowitego i że już nigdy więcej nie uda ci się sięgnąć tego poziomu. Ale są też momenty, w których zaczynasz wątpić w to wszystko i tracisz cały zapał do pisania i dzielenia się swoimi tekstami ze światem.

Szuflada to dobra rzecz. Można (a nawet należy!) do niej coś schować, a kilka tygodni albo miesięcy później wyciągnąć i poprawić. A później? Później warto to wszystko ponownie wrzucić do szuflady i znowu poczekać. W koncu nadejdzie dzień, w którym uznasz, że to jest już to. I wiesz co? Nawet wtedy to nie będzie koniec. Bo z jakiś czas, gdy weźmiesz w rękę wydrukowany egzemplarz książki, poczujesz, że popełniłeś błąd albo całą masę błędów, które mógłbyś poprawić. Ale tak już musi być. Nie ma perfekcji. Ona nie istnieje. A niedoskonałość nas napędza.

Na początku stycznia wprowadzałem do opowiadań korekty, które wydawałoby się, że będą pierwszymi i zarazem ostatnimi (odsyłam Was do wpisu z końca grudnia 2012 zatytułowanego „Wróżenie z liter, wróżenie z fusów”, w którym prezentowałem dwie teczki – jedną na poprawione teksty, a drugą na te, które oczekują na wprowadzenie poprawek). Dziś spojrzałem na to wszystko ponownie i zrozumiałem, że to jeszcze nie koniec. Dalsze poprawki są konieczne. W związku z tym nie mam pojęcia, kiedy możecie spodziewać się gotowej książki. Ale czy tak na dobrą sprawę wcześniej cokolwiek w tej kwestii wiedziałem? Od początku ostrzegałem, że w tych sprawach nie ma nic pewnego. Przyznam, że po cichu liczyłem na czerwiec albo wczesną jesień 2013. W tym momencie czerwiec z całą pewnością odpada, a jesień stoi pod dużym znakiem zapytania. Mam nadzieję, że uda się w tym roku.