Archiwa

And it is online!

Opowiadanie „Various Faces of Almightiness” jest już dostępne w Amazonie! I w ten oto sposób 25 marca 2013 okazał się dniem premiery mojej kolejnej książki. Została ona wyceniona w Kindle Store na 2,99$, ale w zależności od miejsca, w którym dokonujemy zakupu, ta cena może być nieco inna. Poniżej zdradzam detale fabuły.

„The protagonist of this story is a complete loser. But one has to admit, that the fucker is damn lucky. When during visiting a casino, the number six comes three times in a row, Satan reveals himself over the roulette wheel. And if that’s not enough, he offers to grant three wishes. It’s time to forget everything that you’ve known about wonderful lamps and genies. This is the short and bizarre story about the various faces of almightiness.”

Teraz pozostaje mi już jedynie życzyć Wam miłej lektury!

Save and Publish

Uwaga, „Various Faces of Almightiness” nadchodzi! Właśnie przesłałem książkę do akceptacji w Amazon Kindle Store. Przekazuję też do drukarni pliki niezbędne do przygotowania papierowej wersji. Cztery dni temu w końcu dostałem od Dave’a tekst po proofreadingu, wprowadziłem większość zaproponowanych poprawek (na szczęście nie było ich dużo), skonsultowałem jeszcze kilka rzeczy i tak oto dziś wszystko jest już gotowe. Trzymajcie kciuki, żeby materiał został pozytywnie zaopinowany przez pracowników Amazona. A co stanie się dalej? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Jednak już teraz wiem jedno – nie żałuję tej decyzji, gdyż po raz kolejny udało się osiągnąć cel, o którym jeszcze jakiś czas temu nawet nie marzyłem. Adrenalina przed debiutem na skalę międzynarodową jest!

O tym, kiedy słowa wciąż pozostają moimi słowami

No dobrze, poprawianie „Jedzenie się psuje, a prawa ekonomii są twarde” zakończone. Tekst jest już w takiej postaci, w jakiej wydaje mi się, że powinien trafić do czytelników. Oczywiście mogę się mylić i zapewne tak jest. Teraz powinienem pokazać go komuś, kto perfekcyjnie zna zasady poprawnej polszczyzny i wyłapie ostatnie błędy, których mnie nie udało się wykryć.

W tym miejscu warto wspomnieć, że w dzisiejszych czasach książka jest często wspólną pracą pisarza oraz jego redaktora. Ten drugi przedstawia uwagi pozwalające na ulepszenie książki, często nie tylko pod kątem językowym. Ja jednak zawsze na pierwszym miejscu stawiam pragnienie, aby tekst pozostał moim tekstem. Zdaję sobie sprawę z tego, że są całe sztaby ludzi, którzy byliby w stanie przerobić każde dzieło na bardziej dopasowane do potrzeb rynku, ale czy moja książka byłaby wówczas wciąż moją książką? Nigdy nie potrafiłbym podpisać się pod cudzą pracą. Oczywiście sposób, w jaki postępuję wiąże się z pewnym ryzykiem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że dane zdanie mogłoby być lepsze i pewnie będzie miał rację. Ale nie zmienia to faktu, że jest to najlepsze zdanie, jakie potrafiłem stworzyć.

Jestem perfekcjonistą. Każde słowo ważę niezwykle długo. Osoby zajmujące się pisaniem być może zrozumieją, ale gdyby ktoś inny zobaczył mój warsztat pracy, to mógłby pomyśleć, że oszalałem, podobnie jak niektórzy bohaterowie moich opowieści. Na wydrukach moich tekstów jest pełno zakreśleń, oznaczeń, sugestii. Najpierw robię je ołówkiem, później zwykłym długopisem, a następnie takim, który pisze na czerwono. Albo cały proces wygląda jeszcze inaczej, ale jedno jest pewne – jest dużo bazgrania. W ruch idzie kolorowy zakreślacz, a gdy wszystko jest już totalnie pomazane, to trzeba wprowadzić poprawki i wydrukować czystą kopię. Gdy do doszlifowania zostanie już tylko kilka zdań i akapitów, zdarza mi się wyrywać fragmenty tekstu i nosić je przy sobie w formie małych, postrzępionych karteczek. Zerkam na nie raz na jakiś czas i zdarza mi się wpatrywać w nie niezwykle długo, jak w jakąś niezwykle trudną łamigłówkę. I w gruncie rzeczy chyba tak właśnie jest – to są przecież zagadki, a ja poszukuję prawidłowego rozwiązania, które będzie mnie satysfakcjonować. Szukam poprawności językowej i odpowiedniego brzmienia. Myślę o tym, w jaki sposób czytelnik może odebrać moje słowa. Dzielę włos na czworo i szukam, szukam, szukam… Aż w końcu znajduję.

Przykładowe karteczki możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu przedstawiającym moje stanowisko pracy sprzed kilku dni. Natomiast druga fotka jest dowodem na to, że nawet przy największej skrupulatności błędy są nieuniknione. To fragment jednego z rozdziałów „Rekonstrukcji”. Widać, że tak nabazgrałem na rękopisie, iż jedno z uzupełnień omyłkowo wpisałem w dwóch miejscach. Trzymajcie kciuki, żeby w kolejnych tekstach takich wpadek było jak najmniej!