Archiwa

31 grudnia / 1 stycznia

Wieczór rozpoczął się o 20:00 od udania się do parku Żeromskiego i wdrapania się na znajdujące się tam wzniesienie, gdzie przeszliśmy do spożywania napojów wyskokowych i rozmów o życiu. Czas płynął szybko i przyjemnie, choć nie było zbyt ciepło.
Tuż przed 22:00, a więc w ostatniej chwili, na kilka minut przed zgłoszonym czasem przybycia, dotarliśmy do hostelu Wilson, w którym mieścił się nasz „bunkier”, czyli znajdujące się na drugiem piętrze pomieszczenie o nazwie „Luna”.
Zaraz po wejściu przystąpiliśmy do zadomawiania się w miejscu, w którym przyjdzie nam spędzić kolejne godziny. Konwencja zakładała, że jesteśmy garstką osób, która schroniła się w specjalnym bunkrze, aby przetrwać koniec świata. Pomieszczenie o sterylnie białych ścianch i czerwonej podłodze zdecydowanie ułatwiało wczucie się w odpowiedni klimat. Futurystycznie wyglądające kapsuły świeciły wielobarwnymi światłami, każda innym. Nie omieszkaliśmy przetestować oświetlenia w każdej z nich.
Wejście do bunkra można było otworzyć tylko za pomocą jednej ze specjalnych kart, jednak włazy do poszczególnych kapsuł miały postać jedynie delikatnej, opuszczanej rolety. Przestrzeń poza kapsułami nie była duża, lecz wystarczająco przestronna, żeby w komfortowy sposób spędzać w niej czas. Szybko ją zagospodarowaliśmy. Na czerwonej, kosmicznej podłodze rozłożyliśmy jeden z materacy. Na drewnianym, minimalistycznym stole pojawiły się przyniesione alkohole, przekąski i rekwizyty mające docelowo służyć aktywnościom kulturalno-oświatowym. Nie omieszkaliśmy skorzystać również z surowych, metalowych, zamykanych na klucz szafek, które w założeniu miały służyć do trzymania w nich cennych obiektów. Do pomieszczenia z kapsułami przylegała przestronna łazienka z intensywnie niebieskimi ścianami, w której znajdowały się po dwa prysznice, kabiny oraz umywalki.
Po zamknięciu się w bunkrze wyłączyliśmy telefony komórkowe. Jako, że czymś trzeba było robić zdjęcia, to ja swój jedynie odłączyłem od sieci i zakleiłem miejsce, w którym wyświetla się godzina. Konwencja imprezy zakładała, że nie komunikujemy się ze światem zewnętrznym oraz funkcjonujemy poza czasem, nie wiedząc, która jest godzina. Północ mieliśmy przywitać na wyczucie. Miały nam to ułatwić docierające do bunkra dźwięki oraz widoki za oknem. Huk petard i rozbłyski na niebie pozwoliły na poprawne wytypowanie momentu nadejścia północy (w drodze wyjątku sprawdziliśmy, czy rzeczywiście mieliśmy rację).
Zgodnie z pierwotnym założeniem, przebieg imprezy był w znacznym stopniu improwizowany. Przede wszystkim doświadczaliśmy niezwykłej przestrzeni, w jakiej się znajdowaliśmy. Sporo rozmawialiśmy na różne tematy. Kilka razy przypadkowo rozlaliśmy alkohol.
Specjalnie na imprezę w kapsułach przygotowałem pewną tajemniczą kopertę, na której czerwonym markerem nabazgrany był napis „creepypasta”. To dziwaczne, niepokojące historie, które raz na jakiś czas losowaliśmy z koperty i czytaliśmy pośród kolorowych świateł kapsuł. Opowieści, podobnie jak wszystkie rozmowy, były po angielsku, ponieważ jednej z osób z naszej czwórki było znacznie łatwiej porozumiewać się w tym języku.
Mieliśmy ze sobą również gry planszowe, ale ze względu na mnogość innych pomysłów na zagospodarowanie czasu, nie było okazji z nich skorzystać, jeśli nie liczyć tego momentu, w którym rozłożyłem na chwilę Tunel.
Bez problemu można było zejść na chwilę na dół, żeby zobaczyć jak przebiega zamknięta impreza organizowana w tym samym momencie na terenie hostelu. Choć wyglądała kusząco, to jednak pomieszczenie z kapsułami i unikatowa atmosfera, jaką udało nam się tam wytworzyć, były czymś, z czego nie chciało się rezygnować.
Reasumując, czas płynął spokojnie i gładko, a my spędziliśmy ten wieczór na luzie i w przyjemnej atmosferze.
Nieco po 03:30 leżeliśmy już wszyscy w kapsułach, rozmawiając i wyczekując momentu, w którym wreszcie będziemy mogli sprawdzić, jak się w nich śpi.
Nie można też nie wspomnieć o gościach – osobach, których nie spodziewaliśmy się zastać na miejscu, a jednak na nie natrafiliśmy. Zaraz po wejściu do bunkra zauważyliśmy, że w jednej z kapsuł ktoś jest, skryty za zamkniętym włazem. Okazało się, że jest to Rosjanin, który przybył do Polski z Jekaterynburga. Miał spędzić tutaj Sylwestra ze swoim znajomym, któremu jednak nie udało się dotrzeć z powodu problemów na lotnisku. Postanowiliśmy włączyć go w nasze obchody nadejścia nowego roku. Zaskoczyło nas to, że choć jego samolot powrotny był następnego dnia o jedenastej rano, to jednak imprezował na zupełnym luzie, twierdząc, że wystarczy jak wyjdzie o dziesiątej. O pozostałych gościach wiemy niewiele, poza tym, że były to dwie osoby, jedna płci męskiej, a druga płci żeńskiej. Pojawili się nad ranem, gdy wszyscy już spali, a gdy się obudziliśmy, zniknęli, podobnie jak Rosjanin, za to na stole pojawiła się w połowie pełna butelka ginu. Każdy z nas widział lub słyszał coś w półśnie i po zebraniu tych wszystkich informacji do kupy udało nam się ustalić przebieg zdarzeń. Otóż para weszła do bunkra. Gość znalazł na stole nasze zamknięte jeszcze wino, po czym otworzył je przy pomocy korkociągu, nalał do plastikowego kubeczka, większości nie wypił, następnie razem z dziewczyną wszedł do jednej z kapsuł, akurat tej, która znajdowała się dokładnie pode mną, a w pewnym momencie obudził nas odgłos kobiecego orgazmu.
Następnego dnia rano okazało się, że świat wciąż istnieje. Jako, że zapłaciliśmy za nocleg w hostelu, to na dole czekało nas hostelowe śniadanie, które było przyjemne lecz niezbyt spektakularne. Można było zrobić sobie tosty, posmarować je masłem, drzemem i upolować plasterek sera.
Znacznie bogatsze doświadczenia kulinarne miały czekać na nas w Vapiano, gdzie postanowiłem zorganizować noworoczny „Chillout 1 stycznia” dla tych wszystkich, którzy chcieliby zacząć nowy rok w sposób ciekawy, a nie po prostu przespać jego pierwszy dzień.
Plan ten udało się zrealizować, a dzień na tym się nie skończył. Myślę, że najlepiej zobrazuje sytuację wpis, jaki zamieściłem na mikroblogu, który pozwolę sobie zacytować w następnym akapicie.
„Tegoroczny 1 stycznia był jeszcze bogatszy w doświadczenia niż zeszłoroczny! Poranek w kapsułach, śniadanie z kilkoma osobami w Vapiano, spacer nad kanałkiem, rozmowy przy ciepłych napojach we Wrzeniu Świata, grupowe wyjście do kasyna i powrót do domu po ponad dobie.”