Archiwa

Spontakl

„Co otrzymamy, gdy całkowicie zatrze się granica nie tylko pomiędzy sceną, a widownią, ale także pomiędzy samym teatrem, a jego otoczeniem? Nie będzie nie tylko sceny i foteli, ale także murów, biletów i tradycyjnej widowni, wszystko zacznie się niespodziewanie i równie nagle skończy, a większość widzów nie będzie sobie nawet zdawać sprawy, że właśnie ogląda spektakl.”

Spontakl to spontaniczny spektakl. Teatralne wydarzenie, które pojawia się na mieście tak samo szybko, jak z niego znika. Pojedyncza scenka jednego czy dwóch aktorów lub złożony układ z wieloma bohaterami. Starannie przygotowany scenariusz albo improwizacja.
To trochę jak ukryta kamera, ale bez kamery. Nie ma zabawnej puenty. Nie ma wyjaśnień. Jest tylko niesamowita anegdota, którą dzięki Waszym działaniom sprezentujecie kilku przypadkowym osobom, które będą opowiadać ją swoim znajomym.
Spontakle robię już od bardzo dawna, a teraz do tego samego zachęcam Was. Długo zastanawiałem się, jak ugryźć ten projekt, w jaki sposób go upublicznić i przedstawić, żeby idea dotarła do wielu osób, ale jednocześnie pozostała nienaruszona i niewypaczona przez obserwatorów. Rozważałem różne możliwości, w pewnym momencie myślałem nawet o tym, żeby robić spontakle, do których oglądania bym Was zapraszał, ale doszedłem do wniosku, że wydarzenie tego typu musi pozostać przedstawieniem bez wtajemniczonej widowni. Niech ten projekt będzie akcją rozproszoną, niech każdy z was weźmie w swoje ręce część tej idei i zrealizuje własny spontakl. Pomyśl o tym, jak o ukrytej kamerze, ale bez kamery. Spontakle w swej ulotności są nie do udokumentowania. Ciesz się chwilą i niepowtarzalnym spontanicznym spektaklem.

Pamiętaj!
Podczas spontaklu:
Nie wyłączaj telefonu!
Żuj gumę!
Nie zakładaj garnituru!
Nie kupuj biletu!

Przykładowe spontakle
Spontakle najlepiej wychodzą takich przestrzeniach, w których cała uwaga osób postronnych będzie skupiona na odgrywanym wydarzeniu. Dobrymi miejscami są autobusy (ale te w których nie jest za głośno), tramwaje, metro, kawiarnie, przystanki autobusowe, innymi słowy wszystkie te miejsca, w których ludzie są, a nie tylko przez nie przechodzą.

Pomysł 1
Weź teczkę, aktówkę albo przygotuj paczkę. Ten spontakl możesz realizować w sposób niezaplanowany, za każdym razem, gdy witasz się ze swoim wtajemniczonym znajomym, który również jest spontaktorem. Zamiast tradycyjnego uścisku dłoni, gdy tylko się zobaczycie, idźcie w swoim kierunku, niby nie zwracając na siebie uwagi, i w kluczowym momencie, gdy będziecie się mijać, na oczach zdziwionego obserwatora (albo obserwatorów), przekażcie sobie teczkę, aktówkę, paczkę, czy inny tajemniczy przedmiot. Dezorientacja osób postronnych jest po prostu piękna, a spontakl prosty w realizacji. Aby uczynić akcję jeszcze bardziej widowiskową, zadbajcie o to, aby widzowie nie zorientowali się, że to jedynie wyreżyserowane działanie. Zamiast zatrzymywać się po kilku metrach i wracać do siebie nawzajem, oddalcie się w różnych kierunkach, a następnie zdzwońcie się i spotkajcie w miejscu, w którym nie zauważą Was widzowie.

Pomysł 2
Wejdź do wagonu metra razem z drugą osobą uwikłaną w spontakl. Udawajcie parę (albo nie udawajcie, jeśli rzeczywiście nią jesteście), rozmawiajcie chwilę, możecie próbować subtelnie przykuć uwagę pasażerów. W pewnym momencie jeden ze spontaktorów (czyli aktorów spontaklu) oświadcza się drugiej osobie. Współpasażerowie są wzruszeni, biją, brawo, albo po prostu patrzą krzywo. Ile osób, tyle możliwości.

Pomysł 3
Ten pomysł w różnych wariantach krąży jako miejska legenda. Niektórzy z Was o nim słyszeli, inni być może sami go próbowali. Spełnia kryteria spontaklu, choć w tym przypadku nie będą mieli wątpliwości, że mają do czynienia z zaaranżowaną sytuacją. Chodzi o anegdotę, w której ktoś udaje, że naciska w metrze jakiś przycisk (w innym wariancie mówi do kasownika w autobusie lub tramwaju), po czym zaczyna składać zamówienie na jedzenie z jednego z fast foodów. Współpasażerowie mają go za wariata albo myślą, że to głupi żart. Na następnej stacji drzwi do metra się otwierają, a do środka wchodzi człowiek, który przynosi złożone zamówienie na tacy, bierze pieniądze od zamawiającego, po czym opuszcza wagon jeszcze zanim pociąg ruszy. Słowo „spontakl” ukułem dopiero w roku 2006, ale pamiętam, że już jesienią 2005, na potrzeby artykułu w Newsweeku (który w końcu się nie ukazał), kilka razy wraz fotografem tego tygodnika aranżowaliśmy podobną sytuację w metrze. Posłużyliśmy się w tym celu tacą wyniesioną przez nas z jednego z fastfoodów. Wszystko dzięki uprzejmości pracownika, który zapytany o możliwość udostępnienia tego charakterystycznego czerwonego kawałka plastiku, postanowił przymknąć oko na naszą chęć przywłaszczenia sobie jednej tacy.

Pomysł 4
Upuść na podłogę pojazdu komunikacji miejskiej jakieś urządzenie mechaniczne, które rozsypie się na drobne kawałki. Udawaj przejętego sytuacją. Pozbieraj rozsypane elementy i próbując je naprawić, zapytaj się, czy ktoś ma przy sobie śrubokręt. Większość pasażerów uzna to pytanie za absurdalne, ale podstawiona przez Ciebie osoba będzie miała poszukiwany przez Ciebie przedmiot i chętnie Ci go użyczy. Zacznij naprawiać swoje urządzenie i pytaj o kolejne rzeczy, takie jak klej, nożyczki itd. Aby uwiarygodnić całe wydarzenie miej w tłumie kilku spontaktorów i niech każdy ma przy sobie tylko jeden przedmiot. Pozostali pasażerowie, ku swojemu zdziwieniu, będą świadkami kolektywnego naprawiania uszkodzonego mechanizmu.

Pomysły można mnożyć bez końca. Jeszcze raz przypomnij sobie wszystkie dziwne wydarzenia, których byłeś świadkiem. Może któreś z nich było spontaklem? Ty też przystąp do działania. Zrób własny spontakl.

Dlaczego to wszystko?
„…żeby ludzie mogli mówić: – Nie uwierzysz, co widziałem dziś na mieście…”

Debiut

Z definicji debiut może być tylko jeden, jednak ja mającą się niebawem ukazać zakręconą powieść „Defekt pamięci” będę nazywał swoim debiutem. Dlaczego? Wszystko, co do tej pory napisałem i opublikowałem było raczej nietypowymi eksperymentami podanymi w formie książkowej. To były rzeczy unikatowe koncepcyjnie, emanujące świeżymi pomysłami, lecz zdecydowanie odstające od tego, co zazwyczaj kryje się pod słowem literatura. Te niestandardowe i idące na przekór rynkowi wydawniczemu publikacje zdobyły rzesze fanów, lecz ze względu na swoją hermetyczność, spotkały się również z niezrozumieniem wielu osób. W ciągu najbliższych tygodni będę chciał Wam przedstawić coś zupełnie innego. Rzecz nie tylko pomysłową i inspirującą, lecz również przystępną w odbiorze – zaskakującą, zakręconą i niezwykle szaloną opowieść zatytułowaną „Defekt pamięci”. Już teraz zapraszam Was do odszukania tej książki na Facebooku. Jestem bardzo podekscytowany perspektywą zaprezentowania jej Wam w ciągu najbliższych kilku tygodni, ponieważ jest to coś, z czego jestem naprawdę zadowolony. Bardzo pozytywne opinie od osób, które miały już okazję tę historię przeczytać, tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że chcę się nią z Wami jak najszybciej podzielić. Choć na książkę trzeba jeszcze trochę poczekać, to już teraz zapnijcie pasy i przygotujcie się na coś naprawdę odrealnionego. Będzie warto. „Defekt pamięci” nadchodzi. I pamiętajcie, to będzie mój debiut.

NaNoWriMo ruszyło!

Czy słyszeliście o NaNoWriMo, czyli National Novel Writing Month? To akcja polegająca na tym, że co roku w listopadzie ludzie na całym świecie zasiadają przed klawiaturami, żeby zacząć pisać. Celem projektu jest pisanie przez kolejne 30 dni kolejnych porcji tekstu, który wraz z końcem miesiąca złoży się w krótką powieść. Naczelną zasadą NaNoWriMo jest stawianie na ilość, a nie na jakość. Ważne jest wyrobienie dziennej normy tekstu, a nie to, na ile ten tekst będzie dobry. Dążenie do doskonałości jest częstą przyczyną blokad w trakcie pisania. Oczywiście każdy chciałby stworzyć świetny tekst, ale obawa przed napisaniem czegoś źle, często owocuje brakiem jakiegokolwiek pisania. NaNoWriMo to ciekawy eksperyment literacki, zachęcający do wypróbuowywania w praktyce zasady powtarzanej przez wielu autorów, że do wprawy można dojść przede wszystkim poprzez pisanie. Jeśli się nie pisze, to stoi się w miejscu. Zapewniam Was, że równie ważna jak pomysł na tekst jest determinacja do jego napisania. Co z tego, że mamy tak wiele pomysłów, skoro nie robimy nic w kierunku ich wdrażania. NaNoWriMo uczy motywacji, wyrabiania nawyków, odnajdywania własnych technik.

Co prawda nigdy nie uczestniczyłem w tym przedsięwzięciu, ale opracowane przez NaNoWriMoWców techniki wdrażałem w swojej pracy nad czwartą, jeszcze niepublikowaną książką. Po prostu codziennie zasiadałem do jej pisania i zawsze musiałem wyrobić tyle, ile ustaliłem na początku prac. Pozwalało mi to w ogromnym stopniu wsiąknąć w świat mojej powieści, mieć w głowie jej najistotniejsze wątki i pracować sprawnie. To nie było typowe NaNoWriMo, ponieważ obrany przeze mnie dolny limit był mniejszy (minimum 2 strony w Wordzie) niż zalecany w ramach tego projektu (ponad 1600 słów dziennie). Poza tym nie tworzyłem w listopadzie, a świadomość pisania tekstu w tym samym czasie, co setki osób na całym świecie, jest nieodłączną częścią tego projektu. W moim przypadku pierwszy duży blok prac miał miejsce w lutym 2010, a drugi, znacznie większy i sprawniej zorganizowany, w sierpniu 2010. Praca szła zadziwiająco szybko, a rezultat okazał się naprawdę fajny. Przyznam też, że choć zacząłem z założeniami NaNoWriMo (czyli ważniejsza ilość niż jakość), to jednak nie udało mi się utrzymać prymatu długości nad jakością – zacząłem zwracać uwagę na to, żeby tekst był naprawdę dobry, pomysłowy i wysokiej jakości. Ale czemu o tym wszystkim piszę? Przecież to jeszcze nie jest ten moment, w którym jestem gotów, żeby opowiadać Wam o czwartej książce. Mogę namawiać Was do jej przeczytania, gdy już się ukaże, ale póki co nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów na jej temat. Zdradzę tylko tyle, że jest powieścią, a jej tytuł to „Defekt pamięci”, choć w sumie żaden to sekret, bo te informacje ujawniłem już wiele miesięcy temu.

Otóż piszę o tym wszystkim dlatego, że niedawno zaczał się listopad i ludzie na całym świecie znowu zabrali się za pisanie. Każdy, kto kiedyś próbował sił w pisaniu ma z pewnością wiele rozgrzebanych tekstów. Ja oczywiście nie jestem wyjątkiem i cały czas coś piszę, szkicuję, zbieram pomysły. Czasem są to opowiadania, innym razem książki, a w jeszcze innych przypadkach wpisy na bloga. Pomyślałem, że własnie rozpoczęte NaNoWriMo może być fajną okazją do zmobilizowania się do pracy nad jednym z moich tekstów, a przy okazji poeksperymentowania z własnym stylem pracy. W tym zakresie cały czas coś zmieniam. Zdarzało mi się pisać na komputerze stacjonarnym, na laptopie, na iPadzie, w domu, w kawiarni, w jednym programie, w drugim, zgodnie z układem rozdziałów w książce, na wyrywki… Stanie się częścią NaNoWriMo to kolejny eksperyment. Moim zdaniem cały czas warto poszukiwać nowych sposobów na usprawnienie własnej pracy. Nie mówię, że ten okaże się lepszy albo gorszy od dotychczas przeze mnie wypróbowanych, ale bardzo mnie kusi, żeby spróbować.

Ściągnąłem dziś na tablet aplikację o nazwie „Novel in 30″. Kosztowała niecałe 4 euro. Zależało mi na czymś, co miałoby ładny interfejs, możliwość robienia kopii zapasowej pisanego tekstu w internecie, a także licznik napisanych słów. Przejrzałem dostępne aplikacje i ta zaintrygowała mnie w największym stopniu. Ma wszystko to, czego szukałem, a poza tym zdaje się być idealnie dopasowana do NaNoWriMo, ponieważ na starcie można wybrać docelową długość tekstu oraz liczbę dni na osiągnięcie tego celu, a przez cały ten okres aplikacja będzie rozliczać nas z wykonanej pracy i informować o tym, czy działamy zgodnie z planem.

Cóż mi pozostaje napisać na koniec, jeśli nie zachęcić Was do wzięcia udziału w tegorocznym NaNoWriMo? To nic, że projekt już wystartował i ludzie zaczęli pisać. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dołączyć do tej akcji w trakcie. Moja osobista rekomendacja jest taka, że jeśli ktoś nie czuje się na siłach, żeby porywać się na tak dużą liczbę słów, to niech ustali sobie mniejszą (np. 500 słów na dobę), ale niech nie odkłada udziału w tym projekcie na później, tylko zacznie pisać. Pamiętajcie, że w listopadzie setki osób będą robić to razem z nami. Do klawiatur!