Archiwa

Pod krawatem

Nie znam statystyk, ale znam stereotyp (element humorystyczny zamierzony) – większość osób ubierających się pod krawat robi to, bo musi. Są sytuacje, kiedy ja również bez krawata nie mógłbym się obejść, ponieważ regulują to te normy społeczne, których złamanie nie byłoby mi w smak, jednak w większości przypadków nie jestem zmuszony do ubierania się w ten sposób. Owszem, na rozmowę biznesową ubiorę się schludnie, ale nie musi to być strój formalny. Jest to po części wynikiem specyfiki mojej pracy, jak i zbudowanego wizerunku, którego częścią nie jest zamykanie się w konwencjach. Są jednak czasem takie dni, kiedy wychodzę w miasto pod krawatem. Ludzie zazwyczaj pytają się wtedy skąd wracam, dokąd idę albo co takiego się dziś wydarzyło, zupełnie nie biorąc pod prawdziwej przyczyny tego, dlaczego tak wyglądam. Jaka to przyczyna? Odpowiedź jest prosta, choć nie dla wszystkich zrozumiała. Kiedy zakładam koszulę i krawat, robię to nie dlatego, że muszę, ale właśnie dlatego, że nie muszę.

3

Trzy lata temu została wydana książka „Miasto to gra”. Ale się przez ten czas pozmieniało! Na półki wprowadziłem dwie kolejne publikacje, a wydanie książki przestało być marzeniem, którego realizacja była czymś odległym, niepewnym i wyczekiwanym, a stało się integralną częścią mnie. Nie wyobrażam sobie już siebie jako nie-autora.

Garażówka

Garażówka, która odbyła się w miejscu znanym jako Dolina Muminków, to
jedna z imprez polegających na tym, że dużo ludzi rozkłada się
w modnym spocie na imprezowo-chilloutowej mapie Warszawy, po czym
zaczyna handlować różnymi różnościami, ze szczególnym naciskiem na
rozmaite starocie (np. ubrania, książki, płyty) oraz własnoręcznie
robione rzeczy (np. dodatki do ubrań). Nigdy nie byłem na tego typu
imprezie, ani jako kupujący, ani jako sprzedający. Pomyślałem, że
ciekawie by było wystawić się tam z „Raz na kilkaset lat”.
Co prawda sprzedawanie nowych książek (i do tego wszystkich takich
samych) nie do końca wpisuje się w zwyczaje panujące na tego typu
imprezach, ale i tak się zdecydowałem. Pomyślałem, że zawsze to jakiś
dodatkowy kanał dystrybucyjny, a do tego kolejna okazja do spotkania
się twarzą w twarz z potencjalnymi czytelnikami.

Do Doliny Muminków przybyłem razem z kumplem już kilka godzin po
rozpoczęciu Garażówki i choć wyglądało na to, że wszystkie najlepsze
miejsca są już zajęte, to jednak udało nam się znaleźć ciekawy spot na
rogu dwóch alejek. Rozłożyłem towar na ziemi, po czym usadowiliśmy się
na wielkiej poduszce, którą położyliśmy pod parasolem, i zaczęliśmy
wyczekiwać pierwszych zainteresowanych.

Tych nie było zbyt wielu i generalnie impreza momentami bardziej
sprawiała wrażenie pikniku chilloutujących się handlarzy, niż miejsca,
w którym dochodzi do wymiany pieniędzy na dobra. Na szczęście
zarabianie milionów nie było naszym jedynym celem, więc choć nikt nie
wyłożył zawrotnej kwoty 29,99 zł na zakup książki, to jednak nie
żałuję, że tam przyszedłem, ponieważ akcja była ciekawą okazją do
porozmawiania z różnymi osobami, które przejawiały zainteresowanie
naszym stoiskiem. Wśród nich był również Łukasz Garlicki z Projektu
Warszawiak, który nie odstawał od reszty wizytujących i poprzestał na
rozmowie oraz przekartkowaniu książki. Oprócz „Raz na kilkaset
lat” do kupowania i kartkowania oferowaliśmy również możliwość
obejrzenia dwóch rekwizytów. Jednym z nich był banknot z Hong Kongu,
który wygląda jak wyjęty z jakiejś gry planszowej, ponieważ jest
kolorowy, wykonany z tworzywa polimerowego i do tego ma przezroczyste
okienko. Drugi przedmiot to zasuszony jedwabnik, taki jak ten, którego
miałem okazję zjeść podczas swojej podróży. Oba rekwizyty zostały
opisane w książce, gdzieś pośród całej masy innych wydarzeń, anegdot i
ciekawostek, dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście „Raz na
kilkaset lat”, nie bądźcie jak osoby odwiedzające Garażówkę,
tylko czym prędzej kupcie egzemplarz książki w dowolnym Empiku i
przystąpcie do lektury.

Na kilka godzin przed zamknięciem imprezy postanowiliśmy zwinąć stoisko i całą trójką (bo w międzyczasie dotarła do nas jeszcze
koleżanka) ewakuowaliśmy się w poszukiwaniu kolejnych przygód.