Archiwa

„Z Archiwum X” – pomysł na fabułę

  „The X Files” to jeden z tych seriali, których chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. W roku 2008, gdy na ekrany kin wchodził drugi film kinowy powiązany z tą produkcją, zacząłem się zastanawiać, jak mogłaby wyglądać moja wymarzona kontynuacja serialu (czy to w formie kolejnego filmu, czy też następnego sezonu). Marzyło mi się coś intrygującego, ciekawie napisanego, zakręconego i głęboko osadzonego w mitologii serialu, ale stworzonego w taki sposób, żeby nowi widzowie byli w stanie obejrzeć taką produkcję bez wnikliwej znajomości tego, co już powstało. We wrześniu 2010 wygładziłem i uporządkowałem ten pomysł, tworząc następujący zarys fabuły kontynuacji „Z Archiwum X”. Lekturę polecam szczególnie tym, którzy znają serial dosyć dobrze, łącznie z jego wszystkimi zawiłościami i smaczkami. The truth is out there!
  Po latach zastajemy Muldera i Scully takimi, jakimi widzieliśmy ich ostatnio. Żyją ze sobą, tworząc zgraną parę. Ze względu na bogate doświadczenia z przeszłości oraz znajomości, jakie wyrobili sobie w strukturach FBI, żyją pracując jako zewnętrzni konsultanci biura. Rutynowe śledztwa, niewielkie sprawy, dużo spotkań i papierkowej roboty. Ktoś mógłby nazwać to monotonią, ktoś inny – stabilizacją.
  Mulder nadal interesuje się sprawami paranormalnymi. Rozwój Internetu dał o sobie znać – były agent jest teraz w stanie hobbystycznie śledzić rozmaite niezwykłe wydarzenia razem z jemu podobnymi fascynatami z całego świata. Większość z tych wydarzeń to niestety łatwe do zdemaskowania oszustwa. To nie jedyny efekt, jaki rozwój sieci wywarł na życiu Muldera. Wystarczy powiedzieć, że dziesiątki kaset VHS poszły w odstawkę.
  Scully fascynują szczególnie te konsultacje, w których może wykazać się wiedzą medyczną. Co jakiś czas wraca myślami do tego, kim mogłaby być, gdyby jej kariera potoczyła się nieco inaczej, ale cieszy się tym, co ma – przede wszystkim docenia to, że byli w stanie ułożyć sobie z Mulderem wspólne życie.
  Podczas przeglądania dokumentacji niezbędnej do jednej z konsultacji, Mulder natrafia na informacje pokrywające się z pewnymi spekulacjami, na które natknął się kiedyś w sieci, lecz uznał za fałszywkę. Podążając tym tropem, dzięki własnym poszukiwaniom oraz pomocy internetowych wyznawców teorii spiskowych, Mulder wpada na trop grupy ludzi nazywanej Drugim Syndykatem.
  Wszystko wskazuje na to, że był to swego rodzaju plan B, uśpiona grupa ludzi, zabezpieczenie, które w tak ważnej sprawie, jaką jest kolonizacja, było konieczne. Gdy stawka jest tak wysoka, nie stawia się wszystkiego na jedną kartę.
  Aby rozwikłać tajemnicę Drugiego Syndykatu, Mulder musi jeszcze raz zmierzyć się ze swoją przeszłością. W ten sposób natrafia na rodzinną pamiątkę, o której być może nawet nie chciałby wiedzieć – pamiętnik człowieka nazywanego Palaczem.
  Autor pamiętnika miał aspiracje literackie, które nie mogły zostać zaspokojone, więc postanowił zapewnić ujście swoim twórczym potrzebom i zdecydował się pisać dla samego siebie słowa, które z jednej strony były opisem jego działań, a z drugiej moralnym usprawiedliwieniem dla decyzji, które był zmuszony podejmować.
  Formuła pamiętnika jest punktem wyjścia dla częstej narracji spoza kadru, wypowiadanej głosem Palacza. Widz poznaje fragmenty pamiętnika wraz z Mulderem, który przegląda jego karty i poznaje różne kluczowe wydarzenia z historii serialu z zupełnie nowej perspektywy, dzięki czemu zaczyna rozumieć sens działań CGB Spendera.
  Mulder tropi Drugi Syndykat, ale nie dzieli się tym ze Scully. Początkowe pragnienie zdemaskowania ogromnego spisku wraz z kolejnymi stronami pamiętnika zaczyna przeradzać się w chęć stania się częścią owej tajemniczej grupy. Wraz z odkrywaniem kolejnych kart Mulder zaczyna coraz bardziej wierzyć w idee Palacza i staje się do niego coraz bardziej podobny.
  Podobnie jak CGB Spender ze znanych sobie motywów działał w ukryciu, tak teraz Mulder zachowuje wszystko w tajemnicy przed każdym, nawet Scully. Ale jako że Mulder i Scully są ze sobą blisko, to Dana z czasem zaczyna podejrzewać, że coś jest na rzeczy i nie jest jej dobrze z tym, że Mulder ma przed nią tajemnice. Kryzys zaufania karze jej zadawać sobie pytania, czy chodzi o zdradę w związku, czy coś jeszcze bardziej niewyobrażalnego. W efekcie relacja Muldera i Scully osłabia się i powoli zaczyna chylić się ku upadkowi. Ich relacja nabiera zupełnie nowej dynamiki, a można ją podsumować zwrotem „trustno1”.
  Akcja co jakiś czas przeskakuje o kilka lat do przodu. Widzimy jak Mulder, dążąc do stania się częścią Drugiego Syndykatu, zaczyna przekraczać kolejne granice. Kontynuowanie dziedzictwa Palacza staje się jego obsesją, ale struktura Drugiego Syndykatu jest trudna do złamania. Mulder zaczyna nadużywać znajomości oraz wykorzystywać uprawnienia, jakimi dysponuje niezgodnie z ich przeznaczeniem. Staje się swego rodzaju informatorem dla pasjonatów, młodych agentów oraz internetowych fascynatów, tak bardzo podobnych do siebie samego sprzed wielu lat. Teraz to on jest Głębokim Gardłem, X’em i Maritą Covarrubias jednocześnie. Wraz z biegiem czasu powoli zamienia się w człowieka, którym nigdy nie chciał być – w osobę taką, jaką był kiedyś Palacz.
  W końcu z Mulderem kontaktuje się pewien człowiek, który proponuje mu dostęp do informacji, których szuka. Mulder nauczony doświadczeniem jest bardzo ostrożny i nie chce uwierzyć temu człowiekowi na słowo, ale gdy ten rzuca kilkoma znanymi nazwiskami, faktami i strzępkami informacji, Mulder staje się nieco bardziej ufny. Warunkiem współpracy z Mulderem jest jego powrót do FBI. Informator zapewnia, że tam wszystko jest już odpowiednio przygotowane, właściwe osoby pracują na właściwych stanowiskach, odpowiedni ludzie są gotowi złożyć odpowiednie podpisy, a jedyne, czego im brakuje, to podanie Muldera o ponowne przyjęcie do biura.
  Z czasem okazuje się, że informator jest ostatnim żyjącym członkiem Pierwszego Syndykatu, który jako jedyny przeżył ognisty pogrom zgotowany w pewnej ogromnej hali przez rebeliantów bez twarzy.
  Informator zapewnia, że wyjawi Mulderowi wszystko na temat roku 2012, jeśli ten będzie lojalnie z nim współpracował, jednak Fox nie jest tym zainteresowany i stwierdza, że w tej kwestii jest poinformowany lepiej, niż jego rozmówcy mogłoby się wydawać i owszem, zrobi to, czego tamten będzie od niego wymagał, ale jedynie w zamian za kontakt z Drugim Syndykatem. Jego rozmówca wyjaśnia, że jeśli ma na myśli te szczątkowe informacje, jakimi dysponował CGB Spender i jego ludzie, to znaczy, że widzi jedynie wierzchołek góry lodowej. Ostatni członek Pierwszego Syndykatu wyjaśnia, że jest więcej niż jeden sposób na powstrzymanie kolonizacji, ale to normalne, że przy tak dużych sprawach pojawiają się liczne kontrowersje, stąd wiele podziałów i przeciwstawnych frontów istniejących w ramach Drugiego Syndykatu. Aby odnieść sukces trzeba zaufać ludziom, pytanie tylko którym spośród nich.
  Mulder otrzymuje od ostatniego członka Pierwszego Syndykatu zadanie odbudowania struktur grupy wewnątrz FBI oraz nadzoru nad zbyt dociekliwymi pracownikami biura. Scully po latach próbuje zrozumieć, co wydarzyło się pomiędzy nią a Mulderem. Nieświadoma szczegółów zaczyna tropić grupę ludzi, której poszukuje jej były partner. Nie jest w tym sama, gdyż wiadomo, że im szersze kręgi zatacza spisek, tym trudniej utrzymać wszystko w tajemnicy. W FBI komórka znana jako Archiwum X funkcjonuje nadal. Pracuje w niej para młodych agentów. Młodzi agenci są jak Mulder i Scully sprzed lat i borykają się z podobnymi problemami, jednak tym razem to Mulder jest po drugiej stronie barykady i to on utrudnia im działania robiąc dokładnie to, co dawniej było domeną Palacza i dwuznacznych informatorów. Oczywiście nie zawsze przychodzi mu to łatwo, często ma dylematy związane z tym, w jaki sposób postępuje.
  Mulder wielokrotnie pełni rolę informatora i ze znanych sobie powodów podsuwa pewne informacje młodym agentom, ale jeszcze częściej zwodzi ich, tak jak dawniej zwodzono jego. Śledzimy jedną ze spraw prowadzonych przez młodych agentów przedstawioną z ich perspektywy. Sprawa kończy się rozwiązaniem i dojściem do pewnych wniosków. Następnie obserwujemy tę samą sprawę z punktu widzenia Muldera i jego ludzi. Widzimy, jak utrudniali śledztwo, zacierali ślady, podrzucali fałszywe tropy. W efekcie uświadamiamy sobie, że sukces młodych agentów był tylko pozorny, a to, że doszli do takich, a nie innych wniosków i pozornie rozwiązali sprawę, nie jest wcale ich sukcesem, lecz efektem starannie zaplanowanych działań Muldera i jego ludzi, które miały doprowadzić do tego, że młodzi agenci odpuszczą dalsze śledztwo. Mulder cieszy się każdym tego typu sukcesem, ale zarazem zastanawia się, w ilu podobnych sytuacjach to on był ofiarą. Zaczyna kwestionować wszystkie swoje dawne sukcesy, nie mając pewności, czy rzeczywiście udało mu się rozwiązać te wszystkie sprawy, czy może był po prostu marionetką dochodzącą do wniosków, do których miał dojść. Wykorzystuje swoje obecne koneksje, żeby powrócić do kilku klasycznych spraw z przeszłości i spojrzeć na nie w zupełnie nowym świetle. W niektórych przypadkach jego obawy się potwierdzają. Gdy po przyjrzeniu się zaledwie kilku sprawom dostrzega manipulacje, jakim był wówczas poddawany, zaprzestaje swoich poszukiwań i decyduje się nie drążyć tematu dalej, wybierając życie w nieświadomości.
  Czytana przez Palacza narracja zza kadru wciąż odgrywa istotną rolę. Czasem są to nieznane fakty związane z działalnościa autora pamiętnika, a innym razem cytaty doskonale pasujące do obecnych wydarzeń z życia Muldera – obawy i wątpliwości, które niegdyś dręczyły CGB Spendera, a obecnie stają się udziałem Muldera. Te same trudne wybory moralne, te same dylematy, bardzo podobne przemyślenia.
  Z czasem Mulder zdobywa coraz większe zaufanie ostatniego członka Pierwszego Syndykatu. Tamten wyjawia mu, że nie działa samotnie, a jest przedstawicielem pewnej większej grupy ludzi przynależącej do Drugiego Syndykatu. Okazuje się, że Mulder jest kluczową figurą w planach organizacji. Jedna z frakcji zdecydowanie chce go na odpowiednio wysokim stanowisku, widząc w nim pewien symbol oraz gwarant kontynuowania polityki Pierwszego Syndykatu, szczególnie teraz, gdy widzą, w jak dużym stopniu stał się wierny wizji Palacza. Inni uważają tamten kierunek za kompletnie błędny, argumentując swoje zdanie tym, że polityka Pierwszego Syndykatu już raz poskutkowała kompletną porażką.
  Mulder odnosi sukces w rozgrywce pomiędzy nim a nadmiernie dociekliwymi pracownikami biura oraz samą Scully. Ostatni członek Pierwszego Syndykatu dotrzymuje danego słowa i wprowadza go w szeregi Drugiego Syndykatu, jednak ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, zanim zdąży wyjawić Mulderowi tajemnicę roku 2012 i tego, jaki jest alternatywny sposób na powstrzymanie kolonizacji. Zdąży jedynie poradzić agentowi, żeby uważnie wybierał ludzi, którym zdecyduje się zaufać.
  Wszystko zmierza do przewrotnego końca. Ostatecznie Mulder staje na czele Nowego Syndykatu, ale sam nie wie dokąd to wszystko zmierza. Porusza się po omacku, wykonując instrukcje pozostawione przez Palacza i starając się myśleć jak on.
  Część członków Drugiego Syndykatu popiera działania Muldera, część w niego wątpi. Pojawiają się rozłamy, spięcia, intrygi, zabójstwa. To oczywiste, że będą kolejne. Mulder musi skonfrontować swoje nowe zasady moralne z rzeczywistością i zaakceptować to, że jego działania jako lidera grupy będą wiązać się z dalszymi ofiarami. Zastanawia się, czy aby na pewno wybrał właściwą drogę, ale wie, że teraz już nie ma odwrotu.
  Bez ostatniego członka Pierwszego Syndykatu Mulder zostaje sam na placu boju. Nie ma żadnych wytycznych odnośnie tego, co robić dalej. Wokół niego plac budowy Nowego Syndykatu. Agent pozostaje rozdwojony pomiędzy wyjawieniem wszystkiego Scully, a nadrzędnym działaniem na rzecz powstrzymania kolonizacji. Mulder nie wie, jak poradzi sobie bez pomocnej dłoni ostatniego członka Pierwszego Syndykatu oraz bez wsparcia Scully. Nie ma wskazówek jak działać dalej. Pozostał mu tylko pewien pamiętnik z zapiskami sprzed lat. Otwiera go na pierwszej wolnej stronie i zaczyna spisywać swoją historię.

You need to get off Facebook?

Ostatnio w sieci krąży filmik zatytułowany „You need to get off Facebook”. Widać na nim człowieka, który stoi na tle ruchliwej ulicy i trzyma w ręku plik dużych arkuszy papieru. W trakcie nagrania pokazuje widzowi kolejne kartki, na których przekazuje swoje przemyślenia na temat Facebooka i tego, jak wpływa on na kontakty z ludźmi. Wymowę całego nagrania doskonale ujmuje jego tytuł – zrezygnuj z Facebooka, bo nie ma dobrego wpływu na Twoje kontakty towarzyskie. Sam filmik bardzo ładny, ale doskonale pokazuje, jak wiele ludzi (z autorem nagrania na czele) najzwyczajniej w świecie nie potrafi używać Facebooka, a potem narzeka na niego przez własną głupotę. Nie chcesz mieć w znajomych ludzi, których nie lubisz? Nie przyjmuj zaproszenia! Nie chcesz, żeby ktoś zobaczył Twoje zdjęcia? Ogranicz dostęp do nich! Nie chcesz dostawać zaproszeń oraz powiadomień z jakichś głupich gier? Wyłącz te gry, jako i ja uczyniłem (służy do tego opcja „hide all”, dostępna po naciśnięciu krzyżyka przy dowolnym poście danej aplikacji). Nie chcesz dostawać informacji o aktywności kilku konkretnych osób? Odfiltruj te osoby! Nie chcesz, żeby dowiadywały się zbyt dużo o Tobie? Wrzuć je do „limited profile”! Być może Facebook jest dosyć zagmatwany i nie ułatwia nam personalizacji, ale jest ona możliwa. Myślę, że każdy, kto prezentuje taką pretensjonalną postawę, jak koleś będący autorem filmiku „You need to get off Facebook”, po prostu nie potrafi korzystać z narzędzia, a później marudzi i robi jakieś dziwne krucjaty. Przypomina mi się kumpel, który w czasach licealnych (do liceum chodziłem w latach 2000-2004) przez jakiś czas próbował przekonywać siebie i innych, że bez sensu jest używanie telefonu komórkowego (tak, Gontar, to o Tobie piszę – nie było tak?). Jestem przekonany, że zarówno telefon komórkowy, jak i serwisy typu Facebook czy Foursquare są narzędziami, dzięki którym jesteśmy w stanie wielokrotnie zwiększać ilość oraz jakość naszych interakcji towarzyskich, a jeśli w czyimś przypadku występuje odwrotna zależność, to problem jest w osobie, a nie w narzędziu.

Nietypowa wiadomość

Dostałem maila pisanego łamaną angielszczyzną. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak spam. Autorka prosiła, żeby wysyłać do niej maile oraz dziękowała za spotkanie, którego nie pamiętam. Ewidentny scam. Być może większość osób zignorowałaby tę wiadomość, ale ja postanowiłem wyszukać w sieci imię i nazwisko autorki, jej e-mail oraz odpisałem pytając, czy aby na pewno ma dobry adres. Z informacji znalezionych w sieci wynikało, że osoba o takim samym imieniu i nazwisku jest meksykańską sopranistką, która występowała niedawno w Polsce. Nie omieszkałem wysłać drugiej wiadomości i zapytać również o to. Wkrótce nadeszła odpowiedź, która potwierdziła trafność moich przypuszczeń. Mail okazał się omyłkowo otrzymaną wiadomością od śpiewaczki z Meksyku. To nie pierwszy tego typu przypadek. Kiedyś dostałem maila będącego częścią konwersacji pomiędzy dwoma osobami o hindusko brzmiących nazwiskach, a innym razem ponaglenie od pewnej firmy medycznej, z którą rzekomo współpracuję przy testach jakichś leków i opuszczam się w prowadzeniu dzienniczka badawczego. W każdym z tych przypadków odpisałem nadawcy. Hindusi nie odpowiedzieli, firma medyczna przeprosiła, a meksykańska sopranistka okazała się najbardziej wylewna. Dlatego też nie poprzestanę na tym, co już napisałem i będę kontynuował tę nietypową wymianę maili. Podobają mi się takie zbiegi okoliczności.