Archiwa

Przed salonem, czyli ostatni filmik

To już ostatni filmik z serii komórkowych nagrań dokumentujących prace nad książką. Urywa się niespodziewanie, w oryginale był nieco dłuższy i kończył się przejściem przez próg salonu, ale okazało się, że gdy ktoś dzwoni na komórkę w trakcie nagrywania, to zapis filmu się przerywa. W każdym razie zapraszam do obejrzenia tego, co jest. Przed salonem, czyli ostatni filmik!

Top 5 miłych chwil związanych z projektem Urban Playground

Projekt „Urban Playground” był tematem mojej pierwszej książki, czyli „Miasto to gra”. Przez długie miesiące i lata realizowania tamtego zakończonego w roku 2008 przedsięwzięcia w mojej głowie nazbierało sie sporo wspomnień. Postanowiłem na szybko zrobić zestawienie tych, które wydaje mi się, że były tymi najprzyjemniejszymi. Być może po dłuższym zastanowieniu ta lista wyglądałaby nieco inaczej, ale pomysł był właśnie taki, żeby spisać poniższe „top 5″ pod wpływem chwili. Zestawienie to dotyczy wyłącznie projektów UP#1-UP#12, a nie innych działań w przestrzeni miejskiej.

5. Moment, w którym zauważam tłumy oczekujące na rozpoczęcie Urban Playground #7. Rozważałem zakończenie cyklu UP po sześciu odsłonach, ale tłumy, jakie zobaczyłem na starcie UP#7 utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto działać dalej. Nigdy przedtem, ani nigdy potem tyle osób nie zjawiło się na żadnym projekcie z tego cyklu.

4. Spontaniczne oklaski po UP#2. Wtedy poczułem, jak wiele dobrego dałem ludziom tworząc ten projekt, skoro zdolni są z własnej woli zrobić coś takiego.

3. Finałowe chwile Urban Playground #12, kiedy uczestnicy otrzymali czerwone koperty i mogli zajrzeć do środka. To niesamowite, gdy w końcu można ujawnić sekret, który nosiło się w sobie przez tak długi czas. A reakcje osób zaskoczonych zawartością koperty były wspaniałą nagrodą za te 2,5 roku pracy nad projektem.

2. Te kilka chwil po Urban Playground #1, gdy rozmaite osoby gratulowały mi realizacji projektu. Tak bardzo się cieszyłem, że UP okazało się sukcesem.

1. Moment, w którym zobaczyłem „Miasto to gra” na półce – zwieńczenie całego projektu.

39,90 zł

Ten tekst napisałem już jakiś czas temu, jeszcze w trakcie prac nad książką, jednak dopiero teraz wrzucam go na bloga. Wyjaśniam w nim wiele kwestii związanych z ceną oraz parametrami książki, a na samym końcu mam do Was pewną prośbę.
Wydawanie książek to trudna sprawa. Obowiązują tutaj surowe prawa rynku i reguły świata marketingu. Tworząc „Kod, czyli rzeczy, które zauważasz w mieście, gdy wpatrujesz się w nie odpowiednio długo” zależało mi przede wszystkim na zrealizowaniu pewnej wizji. Nie chciałem iść na kompromisy. Chciałem, aby ta publikacja była w pełni niezależna i wyglądała tak, jak powinna wyglądać.
Osoby znające prawa rynku mogą być zdziwione, dlaczego przy tak wysokiej jakości publikacji i tak dużej objętości książki cena jest tak zaskakująco niska, ale wszyscy inni mogą z kolei postrzegać ją jako wysoką. Koszt wydania tej książki był naprawdę ogromny, a cena 39,90 zł jest znacznie poniżej tego, ile „Kod…” powinien w rzeczywistości kosztować.
Czuję, że muszę to wszystko napisać, ponieważ zależy mi na tym, abyście wiedzieli, że nie zarabiam na tej publikacji jakiś astronomicznych sum, a raczej walczę o to, żeby starty z tytułu jej wydania były jak najmniejsze. Tak jest, jakkolwiek naiwnie to nie zabrzmi, na tej książce nie tylko nic nie zarabiam, ale wręcz tracę. Zapytacie, jak to możliwe, albo dlaczego zdecydowałem się na taki krok. Co bardziej podejrzliwi stwierdzą, że wciskam im jakiś kit, bo nie dość, że ustanawiam cenę na poziomie 39,90 zł to jeszcze śmiem twierdzić, że nic na tym nie zarabiam. No cóż, niestety taka jest prawda, a wszystko dlatego, że nadrzędną sprawą jest tutaj dla mnie zrealizowanie pewnej wizji. Do zarabiania służą mi inne aktywności. Tutaj jestem gotów ponieść ogromne straty, żeby stworzyć coś, co jest zgodne z moją wizją.
Te 39,90 zł to w rzeczywistości bardzo mało, znacznie mniej, niż ta książka powinna naprawdę kosztować. Aby wyjść z tym przedsięwzięciem na zero musiałbym sprzedać tak dużą liczbę egzemplarzy, że jest to praktycznie nieosiągalne.
Powiem Wam, co mogłoby się stać, gdybym chciał postępować tak, jak komercyjne wydawnictwo. Należałoby podzielić tę publikację na dwie albo nawet trzy części. Przyjmijmy, że są to dwa tomy po około 300 stron każdy. Komercyjne wydawnictwo mogłoby postąpić właśnie w ten sposób. Oczywiście o wysokiej jakości papierze można by zapomnieć, co dodatkowo ograniczyłoby koszty. Następnie taka książką zostałaby wystawiona do sprzedaży w cenie 35 złotych. Innymi słowy, czytelnik musiałby kupić dwa tomy po 35 złotych, a więc w sumie zapłaciłby 70 zł za coś, co dodatkowo byłoby znacznie gorszej jakości, wydrukowane na fatalnej jakości papierze. A to tylko przykładowe cięcia. Nastawione na duży zysk wydawnictwo mogłoby posłużyć się innymi trikami. Zawsze można przecież podzielić książkę na trzy tomy, nieco zwiększyć marginesy, czcionkę, albo inaczej sformatować, dać jeszcze gorszy papier i sprzedawać w trzech tomach po 29 złotych. To dałoby łącznie blisko 90 złotych przy nieporównywalnie niższych kosztach wydania. Kolejne pieniądze mogłyby być pakowane w kosztowne reklamy i inne działania promocyjne. To oczywiście zostałoby doliczone do rachunku, który i tak opłaca czytelnik.
Ja uciekłem od tych wszystkich zabiegów i dzięki temu z czystym sumieniem mogę powiedzieć Wam, że książka ta jest prawdziwie niezależna. Mało tego, poszedłem o krok dalej i wydaję ją na licencji Creative Commons, a więc jeśli macie ochotę, to możecie ją kserować i rozdawać znajomym i nieznajomym. Nie będę miał Wam tego za złe. Nie jestem jak te wydawnictwa, które najchętniej pozamykałyby punkty ksero, w których studenci kserują podręczniki. Proszę bardzo – kserujcie, kopiujcie, rozdawajcie.
„Niezależność” i „alternatywa” to ostatnio takie modne słowa. Niezależne chcą być zespoły muzyczne, za którymi stoją tabuny wszelkiej maści speców. Niech w przerwie pomiędzy wciskaniem kitu zajrzą do mnie i zobaczą jak wygląda prawdziwa partyzantka.
Mam nadzieję, że docenicie fakt, iż nie chcę wciskać Wam zdeformowanej na potrzeby rynku papki, a zamiast tego wolę zaoferować rzecz najwyższej jakości w nieprzyzwoicie niskiej cenie. Chcę wierzyć, że była to dobra decyzja.
Teraz sukces bądź porażka tego przedsięwzięcia zależy w ogromnym stopniu od Was. Pomóżcie mi dotrzeć z tą książką do jak największej liczby osób. Promujcie pośród znajomych, ustawcie opis na Facebooku, wykażcie się kreatywnością. Wasza pomoc i zaangażowanie będą najlepszym dowodem poparcia dla tego, co robię.