Archiwa

Co zrobić z nadmiarem książek?

Specyfika druku offserowego polega na tym, że im większa liczba drukowanych egzemplarzy, tym niższa cena jednej sztuki. Wiedząc, że za stosunkowo niewielką opłatą mogę mieć znacznie więcej książek, zastanawiałem się nad wzięciem nieco większej ich liczby niż zakładają plany sprzedażowe. Planowałem ogłosić konkurs na najciekawsze ich zagospodarowanie. Jakiś czas później trochę się opamiętałem, wiedząc, że wciąż mam w domu przeogromne ilości mojej poprzedniej książki, czyli „Miasto to gra”. Efekt jest taki, że pomysł konkursu pozostaje, ale będzie dotyczył „Miasta…”, a nie „Kodu…”. Konkurs to może złe słowo, bo raczej nie spodziewam się lawiny odpowiedzi, ale jeśli ktoś ma jakiś pomysł, jak ciekawie wykorzystać potencjał nadmiarowych książek, to zachęcam do kontaktu mailiwego (kb1985@gmail.com). Jeśli zdarzyłoby się, że któryś z tych pomysłów zostałby zrealizowany, to jego autor zostanie adekwatnie nagrodzony. A jeśli nikt się nie zgłosi, albo pomysły nie będą wystarczająco dobre, to przynajmniej dowiedzieliście się, jaka jest specyfika druku offsetowego.

Do uczestników Urban Playground i moich innych projektów

Już na samym początku pragnę Wam podziękować za zainteresowanie moimi projektami. Wasza obecność na nich oraz miłe słowa, które przesyłacie od czasu do czasu na maila, a także wszelkie inne przejawy pozytywnego odbioru tego, co robię, dają mi wiele radości, satysfakcji i siły do działania. To, w jaki sposób przyjęliście wydaną przeze mnie w 2008 roku książkę „Miasto to gra” sprawia, że choć pieniądze włożone w tamto niezwykłe przedsięwzięcie do dziś się nie zwróciły (a była to niemała kwota), to jednak w najmniejszym stopniu nie żałuję tej decyzji. Tworząc tamtą książkę zależało mi przede wszystkim na tym, aby powstało coś, co będę mógł z radością postawić na półce. Na zarabianie pieniędzy jest miejsce gdzie indziej, tutaj zależało mi przede wszystkim na zrealizowaniu pewnej wizji, spełnieniu marzenia i cieszę się, że efekt tej pracy przypadł Wam do gustu.Satysfakcja jest przeogromna i gdybym mógł zrobić coś takiego jeszcze raz, to na pewno bym to zrobił. Zrobiłbym? Nie, to już nie są tylko marzenia i plany. Przygotowałem dla Was kolejną niezwykłą, nietypową, wymykającą się wszelkim konwencją książkę, której premiera za niecały miesiąc, czyli 25 czerwca 2010. Podobnie jak „Miasto to gra”, tak i ta nowa pozycja została wydana na licencji Creative Commons, pozwalającej Wam na swobodne rozprzestrzenianie jej treści dalej – kserowanie, fotografowanie, skanowanie, rozdawanie, umieszczanie w sieci. Ta luksusowo wydana książka będzie miała równo 540 stron, których stworzenie wymagało ogromnych nakładów pracy. Mam nadzieję, że efekt tych działań zostanie przez Was doceniony. Tytuł nadchodzącej pozycji to „Kod, czyli rzeczy, które zauważasz w mieście, gdy wpatrujesz się w nie odpowiednio długo”.Na Facebooku znajdziecie stronę poświęconą tej książce, a na moim blogu obszerne relacje z prac nad nią. Zachęcam do śledzenia postępów, a już za niecały miesiąc zapraszam do lektury „Kodu…”!

Odsłanianie tajemnicy

Gdy kilka tygodni temu ujawniłem na blogu tajemnicę, którą nosiłem w sobie przez długi czas i zdradziłem, że Wielka Góra to książka, poczułem ogromną ulgę. Aż do tamtej chwili o planowanej publikacji wiedziała jedynie garstka osób uwikłanych w jej powstawanie i nawet oni nie byli poinformowani o tym projekcie od samego początku, lecz stopniowo i kolejno w niego wtajemniczani. Przykładem ilustrującym do jakiego stopnia trzymałem wszystko w tajemnicy niech będzie sytuacja z tytułem. Nawet grafik projektujący okładkę początkowo nie wiedział, jak książka będzie się nazywać. Zamiast tego otrzymał ciąg znaków, w którym niektóre litery zostały zastąpione podobnymi do nich odpowiednikami (np. za podobne należy uznać „t” oraz „l” albo „b” i „d”). W efekcie owa atrapa tytułu prezentowała się w następujący sposób: „Rod, enyłi rncazy, kdero zeumeżażz w wicścic, ydgmpetrujazz zie m nia edpawiednie dłoye”. Miało to dać grafikowi pewne wyobrażenie o tym, z czym będziemy się przy tym projekcie mierzyć. Oczywiście w końcu ujawnienie właściwego tytułu okazało się niezbędne, gdyż mimo wszystko trudno projektować okładkę w oparciu o taki dziwny zlepek liter. Właśnie dlatego grafik został pierwszą osobą, która dowiedziała się, że „Kod…” jest „Kodem…”.