Archiwa

Dzień dziecka dzień wcześniej

Na basenie na Potockiej zorganizowali dzień dziecka. Trzydziestego pierwszego maja, czyli dzień wcześniej, ale zrobili tak prawdopodobnie dlatego, że była to niedziela. Jak to ostatnio mam w zwyczaju, szedłem na basen, ale nie koniecznie po to, aby popływać. Na pływalni jest bezprzewodowy internet, więc postanowiłem usiąść, porobić różne rzeczy, a później zjeść pizzę w basenowej pizzerii. Wejście zwykle świeci pustkami, czasem ktoś siedzi na ławce przed pływalnią, jednak tym razem przed budynkiem pełno było roześmianych dzieci i ich rodziców. Grała muzyka puszczana z laptopa, było malowanie twarzy i pełno kolorowy baloników poskręcanych w pieski. Wszędzie śmiechy, bieganie, rozmowy. Dzień był ciepły i słoneczny.
Wszedłem do budynku i usiadłem na kanapie przed pizzerią. Mogłem stąd obserwować ludzi przechadzających się po korytarzu i osoby pływające w basenie. Dziś było w nim wyjątkowo dużo dzieci i ich rodziców. Widziałem też to, co znajdowało się za basenem – trawniki, budynki, jasne niebo – ponieważ jedna z jego ścian była całkowicie przeszklona.
Zająłem się swoimi sprawami, gdy nagle zaczęło dziać się coś dziwnego. Usłyszałem szmer, głośny dźwięk, którego zupełnie się nie spodziewałem. Spojrzałem do góry – dokładnie nade mną znajdował się przeszklony fragment dachu, w który zaczęły uderzać krople gęstego deszczu, który błyskawicznie przerodził się w grad. Niebo pociemniało.
Pogoda popsuła dzieciom dzień dziecka. Było w tym coś smutnego. Taki dziwny kontrast. Gdy po zjedzeniu pizzy znowu wyszedłem przed budynek basenu, nie było tam ani śladu po roześmianych dzieciach i ich rodzicach. Nie grała już muzyka. Zniknął gdzieś pan z laptopem, panie od kolorowych baloników i malowania twarzy. Deszcz też już przestał padać. Na mokrym chodniku leżał kawałek niebieskiej gumy, który nie tak dawno temu był balonikowym pieskiem.
Ciekaw jestem, jak czuły się wtedy te wszystkie dzieci. Czy było im przykro? A może szybko zapomniały o nagłej zmianie pogody i zajęły się czymś innym? Zrobiło mi się jakoś smutno. Spojrzałem na niebieski strzępek balonika leżący na pustym, mokrym chodniku i przypomniałem sobie, co działo się tutaj jeszcze kilka chwil temu. Pomyślałem, że chyba tak wygląda kontrast pomiędzy radością, a smutkiem.

Zajechaliśmy autem pod pewną ścianę


Prace rozbiórkowe naprzeciwko BUWu