Archiwa

Kto mógł to przewidzieć

Wyszedłem wieczorem na pocztę wysłać list, a skończyło się tak, że wróciłem do domu następnego dnia o wpół do szóstej rano. Życie jest nieprzewidywalne. Jako ilustrację dołączam zdjęcie z kostkami lodu.

O jedną imprezę sylwestrową mniej

Przez wspomniane w poprzedniej notce „zasiedzenie” nie wpadłem dziś na wietnamskie powitanie Nowego Roku i teraz przegrywam z koleżanką 3:2. Założyłem się z nią o to, kto więcej razy przywita Nowy Rok w najbliższym czasie. Do niedawna był remis, bo ja przywitałem raz normalnie, 31 grudnia podczas opisanej tu wcześniej buddyjskiej imprezy, a drugi raz 17 stycznia podczas dorocznego flash mobowego sylwestra. Z kolei wspomniana koleżanka witała Nowy Rok nie tylko 31 grudnia, ale też kilka dni przed tym terminem, podczas przedwczesnej imprezy sylwestrowej (z tego co zrozumiałem, to jej organizator z jakiś powodów nie chciał jej robić wtedy, kiedy zazwyczaj organizuje się takie rzeczy). A teraz jest 3:2, bo ja nie dotarłem na wietnamskie powitanie Nowego Roku, a moja konkurentka tak. To tyle, jeśli chodzi o zdobycie przewagi dzięki kalendarzowi lunarnemu. Ale walka trwa dalej! Ponoć ktoś wita Nowy Rok w marcu.

Na trzydzieści minut przed północą

Będzie krótko, bo jest już dosyć późno. W każdym razie to chyba rekord. Opuściłem mury uczelni na trzydzieści minut przed północą. Pan z portierni był cierpliwy ale w końcu nas wyprosił i zamknął za nami furtkę. Praca grupowa nad projektem na zaliczenie jednego z przedmiotów. Właściwie to sporą część weekendu spędziłem na wydziale, bo sobota także upłynęła pod znakiem tego projektu, tyle, że wtedy wyszliśmy o nieco bardziej ludzkiej godzinie, czyli gdzieś po 21. Równie dobrze mógłbym się tam wprowadzić. Fajnie jest. Wszędzie blisko. To ciekawe, że mimo wszystko takie rzeczy mnie nie emocjonują, w takim sensie, że nie stresuję się nimi tak bardzo, jak wydaje mi się, że ludzie zazwyczaj się stresują. Może to jeden z powodów tego, że jakoś nie mogę się zabrać za magisterkę. A jakie są pozostałe?