Archiwa

Podsumowanie

Na początku roku ludzie wymyślają postanowienia noworoczne. Ja postanowień noworocznych raczej nie robię, bo w ciągu roku znajduję wiele innych okazji, żeby coś zmienić i magiczna data 1 stycznia nie jest mi do tego potrzebna. Zamiast postanowień wymyślam życzenia. Tak robiłem, gdy byłem mały i tak robię teraz. Zazwyczaj lubię brać sprawy w swoje ręce, więc jeśli coś mi się zamarzy to po prostu zaczynam w tym kierunku dążyć, a nie tylko myśleć o tym, żeby coś się wydarzyło. Jednak przełom starego i nowego roku jest jednym z tych niewielu momentów, kiedy mogę z czystym sumieniem wypowiedzieć sobie jakieś życzenie.
Rzeczą, którą ludzie robią pod koniec roku są podsumowania. Jaki był dla mnie rok 2008? Postaram się ująć to jak najkrócej. Był to przede wszystkim rok kontrastów. Doświadczałem skrajnych emocji, od niezwykłej radości do ogromnego smutku. Czasem wszystko układało się idealnie, a innym razem nic nie chciało się ułożyć. Byłem szczęśliwy i byłem załamany. Rzeczy zupełnie przeciwne mieszały się ze sobą.
Rok 2008 był rokiem kontrastów.

Golenie przedsylwestrowe

Sylwester

Noc z 31 grudnia na 1 stycznia zawsze była dla mnie inna od wszystkich pozostałych. Miliony osób na całym świecie cieszyło się, że nadchodzi Nowy Rok, a ja smuciłem się, że kończy się stary. Nie mogłem zrozumieć dlaczego ludzie świętują ten niezwykle wyraźny symbol uciekającego czasu. Czy to jest naprawdę aż taki powód do radości? Pod koniec roku zawsze wpadałem w dziwny nastrój. Gdy miałem 13 lat postanowiłem przeprowadzić pewien eksperyment myślowy, zapisując w kalendarzu zdanie „teraz na pewno jest rok 1998, inny być nie może, to znaczy każdy następny”. Mam ten kalendarzyk do dziś. Oczywiście wiedziałem, że za kilka godzin rozpocznie się kolejny rok, ale tamto zdanie było taką esencją chwili obecnej, zakotwiczeniem się w danym momencie czasu. Dziwnie czytało się je 1 stycznia. Teraz też dziwnie się je czyta.
Przełom roku był zawsze był dla mnie magicznym okresem. Świat wyglądał wtedy inaczej i nadal wygląda inaczej. Taka atmosfera schyłkowości. Czas szczególnie intensywnego obserwowania i doświadczania świata. Do dziś nie potrafiłbym spędzić tej nocy w konwencjonalny sposób. W roku 1999, gdy wszyscy mówili o problemie roku 2000 (jeśli ktoś nie pamięta, to komputery na całym świecie miały zacząć wariować, a media snuły mniej lub bardziej dramatyczne scenariusze), ja ustawiłem kamerę i wycelowałem ja prosto w monitor. Czekałem do godziny zero. Za oknem fajerwerki i szczekające psy. W roku 2005 poszedłem na imprezę na pływalni razem z ekipą hipnotyzerów. W 2006 wybrałem się na imprezę w pociągu, który pewna grupa osób wynajęła specjalnie na tę okazję. W 2007 razem z kilkunastoma osobami, trzymając się lin poprzywiązywanych do kominów, przemierzaliśmy warszawskie dachy, aby dotrzeć do niewielkiego domku stojącego na szczycie jednej z kamienic, w którym to miejscu powitaliśmy Nowy Rok. Oprócz tego odwiedziłem tej nocy dwie domówki.
W roku 2008 rozważałem bardzo różne scenariusze. Myślałem o tym, żeby wyskoczyć do Londynu, gdzie pewna tajemnicza grupa osób organizuje noworoczną imprezę w miejscu, którego dokładna lokalizacja zostanie ogłoszona dopiero na 12 godzin przed startem. Ze strzępków informacji mogłem domyślać się, że będzie to impreza w jakimś bunkrze, a wszyscy powinni przebrać się w morskie klimaty. Muzyka pewnie z przenośnego sprzętu, być może zasilanego z agregatów prądotwórczych. Ponoć miało jej starczyć na 8 godzin. Dali do zrozumienia, że do tej imprezy pasowałby zespół, którego członkowie grają przebrani za nurków (widziałem ich zdjęcie, dziwnie wygląda człowiek w kombinezonie, masce, butli z tlenem na plecach i gitarą albo saksofonem w rękach). Taki wypad w ostatniej chwili wyszedłby jednak nieco za drogo, a mój kontakt z Londynem w pewnym momencie się urwał i nawet jeśli niebawem go odzyskam, to będzie już za późno, a w ciemno wolałbym nie jechać. Innym wariantem, który rozważałem było uderzenie na Ukrainę i skontaktowanie się z kilkoma osobami, które miałem okazję tam kiedyś poznać. Wyszłoby taniej niż do Londynu, ale kompletnie nie widziałem, co mnie tam czeka i czy przypadkiem nie okaże się, że wszyscy gdzieś powyjeżdżali. Ostatecznie zdecydowałem się zostać w Warszawie, bo przecież tutaj też można znaleźć różne nietypowe wydarzenia, które dostarczą całej gamy ciekawych doznań, prawda? Trzeba się tylko porozglądać, popytać, poszukać. Od wczoraj już wiem, gdzie się wybiorę.
Postanowiłem pójść na Sylwestra przeznaczonego wyłącznie dla buddystów. Nie mam pojęcia, czego się spodziwać. Mam tylko nadzieję, że się nie zorientują, że nie jestem jednym z nich.
Wszystkiego pozytywnego w roku 2009!