Archiwa

Kulki serowe

Dziś przyszła mi do głowy nazwa kulki serowe i zacząłem się zastanawiać, jak coś takiego mogłoby wyglądać. Zaimprowizowałem więc następującą rzecz. Może powinienem zmienić swoje plany i wydać książkę kucharską?

Najpierw przygotowujemy ciasto, np. takie jak na kopytka (mąka pszenna, trochę mąki ziemniaczanej, ziemniaki, jajko).

Ciasto formujemy w kulki.

W kulkach robimy palcami wgłębienie.

Do środka wsypujemy trochę przypraw, np. zioła prowansalskie. Niestety nie miałem keczupu ani koncentratu pomidorowego.

Następnie musimy zdecydować, co chcemy ukryć w środku. Ja wybierałem pomiędzy suszonym pomidorem, kaparem a oliwką.

Odrywamy kawałek żółtego sera.

Owijamy wybrane nadzienie serem.

Umieszczamy na cieście.

Przekładamy kuleczki serowe na brytfankę.

Wkładamy do piekarnika.

Kiedy uznamy, że są już gotowe, wyjmujemy na talerz i przystępujemy do jedzenia. :)

Smacznego!

ISBN

ISBN to taki numer, który wydawnictwo przypisuje każdej wydanej przez siebie książce. Przydzielane są one bezpłatnie przez Bibliotekę Narodową, w pakietach po 10, 100 albo nawet 1000 sztuk. Jako, że wydaję tylko jedną książkę, to potrzebny jest mi tylko jeden numer, ale dostałem ich aż 10, więc mogłem sobie wybrać do którego przypiszę swoją książkę. Ponieważ książka jest pełna zagadek, kodów i rozmaitych nawiązań, pomyślałem, że fajnie by było, gdyby udało się znaleźć taki numer ISBN, który byłby dla mnie w jakiś sposób znaczący. Wszystkie wyglądały jednak podobnie, a żaden nie charakteryzował się jakąś spektakularną kombinacją cyfr, więc postanowiłem wybrać pierwszy z brzegu i wypełnić formularz (każdy wykorzystany albo błędnie wydrukowany numer trzeba zgłaszać Bibliotece Narodowej). 978 to kod oznaczający, że produkt jest książką. 83 to kod kraju przypisany Polsce. 927803 to oznaczenie identyfikacyjne wydawnictwa. 0 to numer książki, a 4 to cyfra kontrolna, dzięki której można sprawdzić, czy gdzieś w numerze nie pojawił się błąd. Zaraz, chwileczkę… cztery ostatnie cyfry… 0304? To przecież dzień i miesiąc moich urodzin.

Pies

Dziś rano wyobraziłem sobie psa, którego nie trzeba karmić.
Przemyka się gdzieś za plecami właścicieli, którzy cały czas rozmawiają o
różnych rzeczach, krąży po mieszkaniu i żywi się sam. W sposób bardzo
dyskretny, prawie niezauważalny dla niewprawnego oka, posila się unoszącymi się
w powietrzu tu i ówdzie kwadratami, które zjadane wydają dźwięk jak ze starych
gier komputerowych. Dwuwymiarowe pożywienie jest zdrowe i do tego bezpłatne,
ponieważ samo pojawia się tu albo tam, więc trójwymiarowi właściciele
trójwymiarowego psa nie muszą się o nic martwić, nie licząc cichutkich beknięć,
które są efektem niekompatybilności wymiarowej pomiędzy psem a jego karmą. Pies
jest jednak szczęśliwy, właściciele beztroscy, a świeżych lewitujących
kwadratów przybywa w odpowiednim tempie, trzeba tylko dokładnie poszukać w
całym mieszkaniu, bo na pewno gdzieś tam są, tylko nie zawsze pojawiają się na
środku pokoju czy przy drzwiach wejściowych, czasem trzeba zajrzeć za szafę i
sprawdzić w tych wąskich szczelinach. Wielkość kwadratów jest w sam raz, dzięki
czemu są bardzo smaczne. Wiem jak zmierzyć ich pole powierzchni znając tylko
długość przekątnej, ponieważ pamiętam odpowiedni wzór ze szkoły. Myślę, że na
rynku byłoby zapotrzebowanie na takiego psa.