Archiwa

Ekspedycja do Środka Śródmieścia

Konferencja prasowa poświęcona Dniom Śródmieścia odbyła się w bardzo oryginalnym miejscu, bo na świeżym powietrzu, na skarpie na Starym Mieście, z widokiem na park i rzekę Wisłę. Pojawiłem się tam, ponieważ w ramach Dni Śródmieścia będę realizował projekt, na który chciałbym zaprosić was także tą drogą.
Gracze wcielą się w członków miejskiej ekspedycji, której zadaniem
będzie odszukanie legendarnego środka Śródmieścia, o którym wielu
słyszało, lecz nikt do niego jeszcze nie dotarł. Gra rozpocznie się w sobotę 7 czerwca o godzinie 17:00 i potrwa niecałe dwie godziny. Zaczynamy w Sali Warszawskiej w Pałacu Kultury i Nauki (sala ta posiada niezależne wejście od strony Al. Jerozolimskich). Tego wieczoru uczestnicy projektu
„Ekspedycja do Środka Śródmieścia”, wyposażeni w mapy i zaszyfrowane
wskazówki rozpoczną podróż przez miejskie zakamarki i spróbują odkryć
tajemniczy Środek Śródmieścia, wykorzystując przy tym wiedzę,
spostrzegawczość, umiejętność kojarzenia faktów oraz siłę własnych nóg.

El comendante Semp

Dawno nie było nowego wpisu

      Właściwie to nie wiem dlaczego. Ten nadmorski obrazek działa na mnie tak uspokajająco. Dzieją się różne rzeczy i sam nie wiem o czym warto by tu napisać. Pomyślałem więc, że ciekawie byłoby się przenieść w przeszłość równo o rok, a później o dwa, a może nawet trzy i sprawdzić co wtedy się działo. Tak więc panie i panowie, proszę zapiąć pasy, otwieram archiwum bloga.
      Przystanek pierwszy to 25 maja 2007. Na blogu wpisów z tamtego dnia brak, wiem jednak, że oglądałem wtedy pierwszą część finału trzeciej serii Losta. Dwa wpisy najbliższe tej dacie to „Muzyczny talerz” z 28 maja traktujący o różnych odmianach patisonów (?!) oraz „Bezkres” w którym pisałem o świecie pełnym szans i możliwości, oraz o tym, że gdy to do czego od dawna dążyliśmy jest od nas już na wyciągnięcie ręki, to często warto iść dalej, bo tam może czekać na nas coś jeszcze bardziej niesamowitego. Napisałem wtedy, że czasem zastanawiam się, czy za kolejnym zakrętem może być coś jeszcze? Od czasu tamtego wpisu pokonałem kilka takich zakrętów. Niektóre z nich były naprawdę trudne.
      Tak wyglądał późny maj roku dwa tysiące siódmego. Nastrój był wtedy ambitno-ryzykownie-ambiwalentno-optymistyczny.
      Jedziemy dalej. Przystanek drugi 25 maja 2006. Co ciekawe, wtedy również oglądałem finał Losta, tyle, że drugiego sezonu. Wpisów na blogu brak. Najbliższy jest z 28 maja. Zacytowałem w nim wiersz ze starej książki do nauki angielskiego, którą znalazłem podczas porządków w wielkiej szafie. „And when man takes his axe and strikes and sets the sawdust flying – is it a table being born? Or just a tree that’s dying?”.
      Na przełomie maja i czerwca dwa tysiące szóstego roku  panował klimat nostalgiczno-innowacyjny. Odgrzebałem kilka przedmiotów i wspomnień do których nie zaglądałem od bardzo dawna. Uporządkowałem pewne aspekty swojego życia, które wymagały uporządkowania. Poznałem kilka ciekawych osób i dowiedziałem się od nich wielu interesujących rzeczy. To były bardzo dobre dni.
      Przenosimy się w czasie jeszcze dalej. Jest późny maj 2005 roku. Wpisy na blogu dodawane z ogromną częstotliwością. Uspokajam, że Losta wtedy jeszcze nie śledziłem. Wpis z 25 maja dotyczy nietypowej aukcji znalezionej na Allegro, ale nic nie mówi o klimacie tamtych dni. Z perspektywy czasu był to okres intensywno-intensywnego-carpe-diem. Cały czas coś się działo. Wyliczanie nie ma sensu. Najlepiej obrazuje to wpis z 29 maja tamtego roku, zatytułowany „999 pomysłów na minutę”, którego treść wyglądała tak: „Nic dodać, nic ująć”.
      Cofamy się o kolejny rok. Jest 25 maja 2004. Dominują wpisy związane z maturą. Pewnie dlatego, że było to okres zdawania tychże. Pisemny język polski, ustna biologia, ustny polski. Nastrój był kulminacyjno-napięciowo-wytchnieniowy.
      Teraz przenosimy się do roku 2003. Wpisów brak, ponieważ wtedy blog jeszcze nie istniał. Zastanawiam się jak ustalić, co robiłem 25 maja 2003. W końcu postanawiam poszukać zdjęć, które wtedy robiłem. Znajduję takie na których widać mydełka glicerynowe o nietypowych kształtach i kolorach (pamiętam jak trudno było je kupić). Zrobione równo 25 maja. Podpowiedzi dotyczące tego okresu kryją się także na innych fotografiach. Kilka dni wcześniej złapałem w kadrze bilety na film „Matrix: Reaktywacja”. Pamiętam, że widziałem go dwa razy w ciągu jednego wieczoru, raz na premierze, a drugi raz podczas nocnego pokazu. Przeglądam zdjęcia z domu, z działki, z miasta, z liceum, jednak trudno jest mi znaleźć coś, co w pełni oddałoby klimat tamtych dni. Z perspektywy czasu nastrój był wiosenno-miłosny.
      Przenoszę się w czasie o kolejny rok. Mamy 25 maja 2002. Podobała mi się symetria liczby 2002. Numer ze zdjęciami tym razem nie przejdzie, bo wtedy nie miałem jeszcze aparatu cyfrowego. Ale znajduję na dysku zarys strony internetowej, którą chciałem wtedy zrobić, a na której miały znajdować się… skany różnych zdrapek. W końcu internet pełen jest nietypowych rzeczy, więc czemu miałoby w nim nie być czegoś takiego? Z perspektywy czasu nastrój jest licealno-codzienny.
      Podróż w przeszłość trwa dalej. Późny maj 2001 roku. Nie było bloga, nie było aparatu cyfrowego, ale zachowały się maile z tamtego okresu. Szukałem wtedy kabla, który umożliwiłby mi przegranie danych z palmtopa na komputer stacjonarny. Trzymanie danych na takim sprzęcie było wtedy bardzo ryzykowne, bo nie miał on trwałej pamięci, ale miał za to dwa źródła zasilania, w których trzeba było wymieniać baterie co jakiś czas, bo w przeciwnym wypadku wszystkie zapisane pliki znikną. Oba źródła nie wyczerpywały się jednak w tym samym momencie, więc teoretycznie taka sytuacja nie miała prawa nastąpić, ale wystarczyłby mały błąd, pomyłka albo zaniedbanie i wszystko mogło przepaść, więc zakup kabla, który pozwalałby na robienie kopii danych na stacjonarnym komputerze wydawał się sensownym rozwiązaniem. Pamiętam, że kabel kupiłem (zresztą mam go do dziś), ale coś nie chciało działać, kopii zapasowej nie byłem w stanie zrobić i kilka miesięcy później wszystkie rzeczy zapisane w komputerze przepadły.
      To jest ten moment, w którym chciałbym zakończyć ten wpis, ale brak mi pomysłu na ciekawą puentę, dobrze współgrającą z całością, dlatego po prostu postawię kropkę.