Archiwa

Całkiem nieźle

Nie, nigdy nie umiałem grać w brydża, ale jakoś tak się jednak złożyło, że w wyniku pewnego splotu okoliczności (żeby nie powiedzieć spisku) trafiłem na otwarte mistrzostwa w brydżu sportowym. Spisek polegał na tym, że pary musiały być mieszane, czyli damsko-męskie, a ktoś powiedział mi, że potrzebni są faceci do pary, więc się z ziomami zgłosiliśmy (chyba nie musze tłumaczyć, że dziewczynom powiedziano coś dokładnie odwrotnego) i tak jakoś trafiłem. Na miejscu bardzo dużo ludzi, wszyscy wydają się bardziej obcykani niż ja i do tego używają jakiś dziwnych zwrotów i robią przy tym stole takie rzeczy, które dla mnie są totalnie obce (no bo sorry, co to znaczy, ze ktoś wykłada mi kartę z literą „X”, „stop” albo pyta się mnie „jak zrozumiałeś tę odzywkę? myślałeś, że ile pików ma twoja partnerka” albo „czy wy gracie wilkoszem?”). Może jacyś hardkorowi brydżyści śmieją się teraz pod nosem, ale dla mnie było to było dosyć czarodziejskie. Niektórzy ludzie byli totalnie wyluzowani, tak więc albo także trafili tu nieco z przypadku, albo byli po prostu sensowni, ale zdarzały się też osoby tak spięte i przejęte całą sytuacją, że zastanawiałem się, czy nie strzelą sobie w łeb jakby niespodziewanie przegrali. Powiem wam jedno: pośród tych wszystkich mistrzów Polski, Europy i czego tam jeszcze, nie byłem wcale najgorszy, bo zająłem miejsce drugie… od końca. :)