Archiwa

Skurwiel

Czarny kot przebiegł mi drogę.

Sny

Jak bezwartościową rzeczą są senniki zrozumiałem dopiero wtedy, gdy szukałem cukru. Nie, zazwyczaj nie słodzę herbaty, a wyjątki robię tylko wtedy, gdy w kawiarni podają mi jakiś nietypowy cukier, na przykład brązowy. Ale nie będę pisał tu o herbacie ani innych rzeczach, które można posłodzić, bo przecież nie szukałem cukru białego ani brązowego, tylko takiego sześcioliterowego. C-u-k-i-e-r. Chciałem komuś przekazać zakodowaną informację, posługując się przy tym sennikiem. Myślałem, że znajdę tam jakieś słowo wraz z wyjaśnieniem co ono symbolizuje w snach, a gdy upublicznię to słowo, każdy zainteresowany będzie mógł sobie otworzyć sennik i zobaczyć co miałem na myśli. Taki rodzaj sennego szyfru. Nie żebym wierzył w uniwersalność takich symboli, bo jestem przekonany, że jeśli sny rzeczywiście kryją jakieś tajemnice, to niewątpliwie wszystkie senne symbole są charakterystyczne dla każdego z nas z osobna i nie ma sensu uogólniać ich na całą śniącą populację. Takie jest moje zdanie, tak jak myślę, ale liczyłem na to, że twórcy senników mają inne podejście do rzeczy. Liczyłem na to, że być może działa to tak, że odgrzebują senniki sprzed lat, znajdują znaczenia pewnych przedmiotów i czynności, a potem piszą o tym samym tylko innymi słowami, ewentualnie dorzucając coś od siebie. A może wierzyłem w jakiś odwieczny spisek autorów senników, którzy ustalili kiedyś, że nawet jeśli po prostu wymyślają te wszystkie znaczenia, to przynajmniej robią to tak samo. Myliłem się. Nie ma żadnego spisku. Nie ma żadnych starych ksiąg przepisywanych od wieków na nowo i wydawanych na coraz to nowy sposób za większe lub mniejsze pieniądze. Tu nie chodzi o to, że to jest jedna wielka fikcja, ale o ten szczególnie rażący fakt, że ten biznes nawet nie próbuje być spójny. Jeśli mi nie wierzycie, to sięgnijcie po cukier. Ten sześcioliterowy.