Archiwa

Wideopocztowka z konferencji PICNIC w Amsterdamie

Dziewiętnaste

21-09-07_1914_430.jpg

Być może kojarzycie ten budynek. Znajduje się w centrum Warszawy, w pobliżu skrzyżowania Nowego Światu i Alej Jerozolimskich, na ulicy Smolnej. Mógłby wyglądać jak szary blok jakich wiele (do szarych bloków też mam słabość, ale to już inna sprawa), jednak jest w nim coś niezwykłego. Pewien element architektoniczny, który przełamuje konwencjonalną strukturę i dodaje temu budynkowi sporo niezwykłości. Na górze znajduje się ostatnie piętro które wydaje się strasznie ciężkie i wykracza poza bryłę budynku. Jest w tym coś dziwnego i niepokojącego, co na miłośnika ciężkich betonowych obiektów działa hipnotyzująco. Budynek ma osiemnaście pięter, to tajemnicze ostatnie jest dziewiętnastym. Poniższe zdjęcie zostało zrobione na chwilę przed tym jak zdjął nas stamtąd ochroniarz, czego się zresztą spodziewałem, bo wytropiłem czujne oko kamery przy suficie.

21-09-07_1916_430.jpg

Początkowo był nieuprzejmy, więc również nie pozostawałem dłużny, ale po jakimś czasie rozmowa przerodziła się w całkiem przyjemną wymianę zdań w której pan ochroniarz zdradził mi tajemnicę ostatniego piętra. Miało to miejsce po tym jak okazało się, że do tych drzwi nawet nie wolno się zbliżać. Tajemnicza sprawa, prawda? A wąskie okienko w drzwiach i migoczące światło po drugiej stronie pobudzają wyobraźnię.
- Zbliżać nie można się tam w szczególności od czasu pewnego incydentu?
- Incydentu? – zapytałem zdziwiony.
Może powinienem uciąć tę historię w tym miejscu, aby pozostała tak tajemnicza na jaką się zapowiadała. Tak pewnie było by piękniej, ciekawiej i bardziej tajemniczo, ale chyba należy Wam się wyjaśnienie, choćby jego banalność miała zniszczyć klimat który zaczął narastać wokół tajemniczego ostatniego piętra.
- Kilka osób piło tam alkohol – wyjasnił ochroniarz mając na myśli klatkę schodową tuż przed tajemniczymi drzwiami. – Mogli wypaść przez okno.
- Ale co tam było? Co było w środku? – zapytałem.
Ponoć kiedyś mieściła się tam restauracja, był pomysł na zrobienie galerii sztuki, a przez pewien czas był tam klub techno i samowolka budowlana.
- Jak to? – zapytałem.
- Przebudowali, żeby wyciszyć – odpowiedział ochroniarz. – Niech pan zgadnie jak.
- Zatkali wywietrzniki?
- Tak! I mało tego. To jest zbrojona konstrukcja – w tym momencie zanotowałem w pamięci kolejny szczegół. – Więc wie pan co się działo. Wie pan jakie dźwięki są w muzyce techno.
- Wszystko poszło po zbrojeniach?
- Tak! Wibrowało to wszystko.
Obecnie na ostatnim piętrze nie dzieje się nic. Wyjaśniane są jakieś sprawy. Pan ochroniarz powiedział, że zaprasza na górę z szefem spółdzielni. Możliwe, że nic tam nie ma. Możliwe, że to wszystko prawda. Ale czy nie piękniej żyć z tą odrobiną przesiąkniętej spiskową teorią dziejów i wykreowaną w głowie niepewnością, że może za tym wszystkim kryje się coś bardziej niezwykłego, niż mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka?

Fragment raportu z ”Instrukcjonistów 79”

Spośród wielu czasopism znajdujących się w jednym z salonów prasowych na terenie Warszawy wybrałem trzy w których najprawdopodobniej znajdę takie rzeczy na których się nie znam. Były to „Pszczelarz polski”, „Broń i amunicja”, oraz „Zegarki & biżuteria”.
Na pierwszy ogień poszło czasopismo którego tytułu domyślicie się już po artykule na który trafiłem. Otóż na stronie dwunastej numeru z września 2007 roku widnieje tytuł „Buczenie Trutnia”. Dowiedziałęm się z niego między innymi, że na przełomie 1948 i 1949 roku w Saksonii napszczelenie (cóż za słowo) wynosiło poniżej 1 pnia na kilometr kwadratowy. Pod jednym ze zdjęć podpis „dobrze jest chwilę odpocząć słuchając brzęku pszczół pracujących we wrzosie”. Paradoksalnie artykuł nie był tak hermetyczny jak można by się spodziewać i zrozumiałem większość rzeczy, choć pewne dowcipy pozostały dla mnie zagadką (bo były to dowcipy, prawda?). Nie załapałem na przykład tekstu o „przysłowiowej patelni z 500 wczasującymi pszczelarzami” i nektarze zamienianym w konsekwencji tego w nawóz, a wszystko zakończone puentą, że będzie z tego 10 beczek miodu, 5 kg pszczół zimowych w ulach i „5 ton nawozu zostanie na pewno”. Zastanawiające.
Co dalej? Zamaskowany koleś z pistoletem. A w środku „broń rekreacyjna” Real Sword Type 97, czyli eksportowa odmiana karabinka typ 95 zasilana z magazynków od M16 (niestety jak się dowiadujemy z artykułu producent nie zdradził, czy pasują do niego także magazynki bębnowe).
No i na końcu artykuł zatytułowany „Platyna – najlepsze dla mężczyzny” z którego dowiedziałem się, że „czasy, w których mężczyźni noszący biżuterię uchodzili za zniewieściałych, minęły bezpowrotnie” , a także tego, że platyna jest ponoć najczystszym metalem szlachetnym. Artykuł zilustrowany był zdjęciami produktów, które wygrały konkurs designerski dla projektantów biżuterii. Szczególnie ciekawy był moim zdaniem dosyć surowy pierścień z napisami „yes” i „no” oraz brylantem, który porusza się po osi pierścionka i pozwala wskazać któryś z napisów.
No i to by było na tyle, instrukcja wykonana. Przyznam, że bardzo mi się podobała. Zanim odniosę czasopisma na półkę, jeszcze tylko poliżę się w kolano.
A Ty? Jak zrealizowałeś otrzymane instrukcje?

21-09-07_1627_430.jpg