Archiwa

Społeczny miejski surfing spotkań

Kilka lat temu zacząłem zwracać uwagę na to, jak wiele w życiu pojawia się dziwnych przypadków i zbiegów okoliczności. Szczególną ich kategorią jest dla mnie szczególny rodzaj spotkań na mieście, który kojarzy mi się z surfowaniem, bo zupełnie jak na fali przepływam z jednego przypadkowego spotkania prosto w inne. Spotykam kogoś przypadkowo na mieście (osobę, którą widuję bardzo często, albo taką, której nie widziałem od miesięcy), może to być miejsce w którym prawdopodobieństwo takiego spotkania było małe, bądź duże – to nie jest tutaj takie istotne. Ważne jest to, ze zaraz po rozejściu się, gdy jeszcze nie zdążę uporządkować myśli i nadal wewnętrznie śmieję się z takiego zbiegu okoliczności, wpadam na kolejną osobę (której nawet czasami mówię „nie uwierzysz, że to już Y raz dziś spotykam kogoś zupełnie niespodziewanie”). Czasami fala jest mniejsza, a innym razem większa, ale za każdym razem po takim „społecznym miejskim surfingu spotkań”, mam wrażenie, że świat jest naprawdę mały. Wczorajsza „fala” składała się z sześciu osób, co było naprawdę niesamowite.

Miejskie śledztwa Sempa – „Łap bańki”

Różową karteczkę typu post-it w kształcie serduszka sfotografowałem na jednej ze stacji metra. Na niej dwa słowa – łap bańki. Raczej nie był to teaser jakiejś kampanii reklamowej, bo rzecz wykonana odręcznie, nietrwała i raczej nie wyobrażam sobie miasta oblepionego takimi karteczkami. Obok mapy stała przed chwilą matka z dzieckiem, więc pomyślałem sobie, że to pewnie ich sprawka. Zrobiłem zdjęcie, wsiadłem do metra i zapomniałem. Pociąg zwolnił wjeżdżając na peron następnej stacji, a za szybą mignęła mi mapa i… różowa karteczka przyklejona mniej więcej w tym samym miejscu. Co jest? Czyżby jeździli ze stacji na stację i przyklejali różowe serduszka? Byłem trochę w biegu, właściwie już nawet nieco spóźniony, ale jako, że o swoim spóźnieniu i tak już zdążyłem uprzedzić, to pomyślałem, że jeden pociąg w tą czy w tamtą mnie nie zbawi i postanowiłem wysiąść na następnej stacji, żeby zbadać sprawę dokładniej i sprawdzić, czy na każdej karteczce jest ten sam tekst, czy są one różne. Może udałoby mi się znaleźć jakąś prawidłowość? Chwila wahania… I w końcu postanowione! Na następnej wysiadam! Pociąg zwalnia, patrzę przez okno jednak… ani śladu karteczki. Na kolejnej stacji
również. Były tylko dwie? A może ktoś już zerwał pozostałe? Ja bym tego nie zrobił, bo czułbym się tak samo niezręcznie jak podczas wynoszenia eksponatu z muzeum albo wyrywania roślinek w parku (tak, pisze to człowiek, który gdy był mały, zawinął cegłę z zabytkowego kościoła będącego akurat w remoncie). A może karteczki jeszcze nie zostały tutaj przyklejone, bo dziwny plan tajemniczej osoby, która za tym stoi, jest cały czas w trakcie realizacji? Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy, a sprawia trafi do archiwum x.

29-08-07_1850_430.jpg

Przy okazji informuję, że jakiś czas temu udało mi się poznać rozwiązanie zagadki opisanej w poprzednim „Hello bitch my name is” (lipiec 2007). Pamiętacie dziwne zdjęcia osób z karteczkami „Hello bitch”? Okazuje się, że jest to sprawka postaci o ksywce Miesto. Więcej nie zdradzam, jak ktoś będzie chciał, to pewnie znajdzie.

Piwo, piwo, piwo

Ostatnio dni upływają mi w dużej mierze pod znakiem piwa. Nie chodzi jednak o to, że codziennie wychylam kratę, tylko po prostu robię pewne badania do pracy, którą muszę napisać. Tak więc myślę, kombinuję, działam, a ostatnio nawet przemieszczam się po Warszawie i rozdaję ludziom piwo robiąc testy ślepe. Tutaj badania przeprowadzane w pewnym zaprzyjaźnionym lokalu (tzn. tak właściwie to kumpel jest z tymże lokalem zaprzyjaźniony).

27-08-07_2059_430.jpg