Archiwa

W lipcu 2005 zagrałem w Dużego Lotka

Gdzie jest haczyk?

lotto040815162342.jpg

Ciepłych Świąt,
niezwykłego Sylwestra,
wszystkiego oryginalnego
oraz pozytywnego roku 2007!

O tym, jak znalazłem odpowiednie miejsce

Są takie chwile, kiedy zauważam, że niektóre z moich problemów są dosyć absurdalne. W każdym razie cieszę się, że sam to zauważam, ponieważ znaczy to, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Otóż dziś z zaufanym ziomem wybraliśmy się wieczorem w pewne miejsce, ponieważ muszę zrobić zwiad przed jutrem. Spokojnym krokiem mijamy ochroniarza i zaczynamy dokładnie badać okoliczny trawnik, wykopy, latarnie, drzewa. Próbuję zrozumieć gdzie dokładnie będzie znajdował się obiekt, który powstanie tu za kilka lat. Jest ciemno, a my chodzimy i rozglądamy się po okolicy, szczególnie skupiając się na ziemi. Dla osób, które akurat przypadkowo znalazłyby się w pobliżu musiałoby to wyglądać dosyć dziwnie. Okoliczne wykopy zapowiadają się interesująco, jednak nie przewidziałem ich w moim planie. Czy jutro będą pracować tutaj robotnicy? Może dałoby się ich przekonać? A może o nic się nie pytać, tylko po prostu zadziałać i liczyć, że tego nie znajdą? A gdyby tak wykopać własny dół, zaraz tutaj obok tych wykopów? A może nieco niżej? Tylko czy wtedy nie będzie problemów, gdy poziom wody w rzece będzie zbyt wysoki? Wracamy na trawnik. W tym miejscu można kopać, czy może biegną tutaj jakieś przewody elektryczne i porazi mnie prąd? Pamiętam, że kiedyś ktoś tutaj coś kładł. A latarnie? Do latarni też musi skądś dochodzić prąd. Czy nie przebiję jakiegoś kabla? Jest już całkiem późno, a my mamy mało czasu. Jutro rano muszę wykopać dół przy pomocy saperki, a na próbę generalną nie mamy czasu. Gdyby było go więcej, to wykopałbym coś wcześniej, a potem zasypał, pozostawiając glebę nieco bardziej miękką. Jak rozkopać trawnik nie zwracając na siebie uwagi policji i ochroniarza, który spaceruje w okolicy? Znaleźliśmy odpowiednie miejsce. Odliczam sześć stópek od latarni. Świetnie, tu trawa nie rośnie tak gęsto. Mamy przy sobie zimne świece, znane też jako chemiczne światło, jednak obchodzimy się bez nich. Oznaczam wybrane miejsce wbijając w nie patyk. Jesteśmy wystarczająco daleko od ochroniarza. Miejmy tylko nadzieję, że nie trafimy akurat na jakiś patrol. Pamiętam, że kiedyś przyjechał tutaj radiowóz. Kolejnym problemem jest to, że moja niezwykle delikatna dwuosobowa akcja ma odbyć się jutro w asyście kamer. Tak więc będzie nas co najmniej pięć osób, bo dochodzi jeszcze przecież reporterka, operator, facet z mikrofonem na wysięgniku, a kto wie czy nie pojawi się ktoś jeszcze. Jakby tego było mało, czuję że przyjadą furgonetką. Szansa, że pozostaniemy niezauważeni jest bardzo niewielka. Trzeba więc działać szybko. A saperka? Nie przypominam sobie kiedy ostatnio kopałem czymś takim. Cholera, nie pamiętam kiedy ostatnio kopałem jakąkolwiek łopatą! Powinienem poćwiczyć. Przecież nie będzie czasu na powtórki. No i musi to jakoś wyglądać na taśmie. I trzeba to zrobić bardzo szybko. Tak! Wypytujemy ochroniarza o pewne rzeczy. Okazuje się, że geodeci coś tutaj mierzyli, jednak ciężko powiedzieć gdzie dokładnie. Nie mam czasu i ochoty na szukanie dokładnych planów. Będziemy musieli zaryzykować.