Archiwa

31 X 2006

Idę sobie ulicą i nagle słyszę znajomy głośny dźwięk rozrywający miejską ciszę. W tej samej chwili zauważam stojącego na chodniku faceta z uruchomioną piłą mechaniczną. Mężczyzna patrzy się gdzieś trzymając ryczącą piłę w jednym ręku, tak że prawie dotyka nią chodnika. Najwyraźniej nie planuje piłować nią drzewa, szczególnie że w pobliżu żadnego przygotowanego do wycinki nie widzę. Przesuwający się z ogromną prędkością łańcuch piły rozdmuchuje leżące na chodniku liście. Za mężczyzną zauważam dwóch gapiów, którzy podobnie jak ja przyglądają się całej sytuacji, tyle że stoją na drugim końcu chodnika. Najwyraźniej pomylili się, bo za chwilę poszli sobie dalej. Ja zresztą też. Piła łańcuchowa okazała się groźnie wyglądającym urządzeniem do oczyszczania chodników z liści. Za dużo gier komputerowych za młodu. Albo po prostu Halloween.

Brygada pierwsza dziesięć minut opóźnienia na moście Grota

Autobus stoi w korku. Kierowca jest wkurzony. Na pętli przyciął mnie gdy wsiadałem do środka. Jakiś czas później zjechał panią zasłaniającą mu widok. Energicznie uderza w klakson. Raportuje opóźnienie gdzieś do centrali. Twierdzi, że tak będzie pewnie do dwudziestej pierwszej. Autobus zatłoczony. Jakaś kobieta ochrzania stojącą obok niej dziewczynę, że tamta rozmawia przez komórkę. Podobno sama używa jej tylko do tego, żeby przekazać krótką informację o tym gdzie jest. Dziewczyna się nie daje:
- Przeszkadza to pani?
Kobieta odpowiada, że tak. Nie może porozmawiać. Ktoś z tyłu mówi coś do kogoś innego.
- Powiedzcie, żeby pan otworzył luft.
Wokół mnie innych panów nie ma, więc myślę, że to do mnie. Patrzę w górę i widzę naklejkę, że luft otwierany jest automatycznie. Kobieta zauważa to i tłumaczy, że chodzi jej o to, żeby przekazać tą prośbę do kierowcy. Tak więc przekazuję co trzeba dziewczynie stojącej obok mnie, a ona podaje to dalej. W końcu kobieta stojąca najbliżej zdenerwowanego kierowcy mówi dosyć głośno „Proszę zatrzymać autobus!”. Jesteśmy na zatłoczonym moście. Pasażerowie za mną krzyczą „Nie! Nie! Nie!”. Ktoś powtarza, żeby otworzyć luft. Jakiś pan w stanie wskazującym mówi, że lufę to się myje, a nie otwiera. Ktoś tłumaczy, że lufcik, a nie lufę i że głuchy to nigdy nie usłyszy tego co trzeba. Ktoś się śmieje. A potem ktoś inny.
- Wesoły autobus – mówi jakaś kobieta.
- To jak zabawa w głuchy telefon – zauważam.
Ktoś coś tam jeszcze mówi. Znowu ktoś się śmieje. Czujemy powiew świeżego powietrza. To kierowca otworzył lufcik.

Paradoks

Choć nie zawsze, to jednak często jest tak, że im więcej się dzieje, tym mniej tutaj piszę.