Archiwa

Dzien 1 i dzien 2

Na granicy musialem wypelnic formularz. Imie, nazwisko i kilka innych informacji, a wsrod nich cel wizyty. Dobre pytanie. Wpisalem turystyka, bo trzydniowe spotkanie informacyjno-socjalno-szkoleniowe z zakresu siania chaosu na ulicach mogloby zabrzmiec podejrzanie. Co bylo dalej? Mogloby sie wydawac, ze spotkanie na dworcu w Kijowie przebiegnie bardzo dyskretnie. Jednak bylo zupelnie inaczej. Najpierw informacja o opoznieniu pociagu. Wspolpasazerowie zartowali, ze byc moze nie byl to przypadek. Zartowalismy tez o czarnych wolgach, tajnych obozach szkoleniowych na ktorych rekrutuje sie agentow wywiadu, spiskowej teorii dziejow i tym podobnych. Ale schodze troche z tematu. Tak wiec wiedzialem naprawde niewiele. Nie wiedzialem jak wygladaja osoby z ktorymi mam sie spotkac, nie znalem ich imion, nazwisk, nie mialem pojecia kim sa. Mialem tylko czapke Swietego Mikolaja po ktorej mieli mnie rozpoznac i tajemniczy ukrainski numer telefonu. Jednak o dyskrecji na dworcu nie moglo byc mowy. Gdy tylko pociag wjechal na peron zobaczylem tlum osob skandujacych rozne nieznane mi slowa i wymachujacych transparentami. No tak, przeciez udawanie, ze w tym pociagu jedzie fikcyjny zespol muzyczny Strooks tez jest jakas metoda. Zarowno konduktorka jak i wspolpasazerowie byli nieco zdziwieni. Ja zreszta tez. Zalozylem czapke Swietego Mikolaja i wysiadlem. Agenci powitali mnie bardzo cieplo, dostalem nawet kwiatek i karte sim z lokalnym numerem telefonu. Niestety nie mialem ze soba komorki, ale i to nie bylo problemem, poniewaz dostalem aparat od jednego z agentow.

Najpierw zostawilem rzeczy w dworcowej przechowalni. Potem spotkanie w parku. Wszedzie rzuca sie w oczy dziewiec kropek. Jest na koszulkach, na transparentach, na identyfikatorach, na zeszytach. To tak zwany nonagram, czyli symbol tego calego zamieszania. Ja tez dostaje swoj identyfikator. Jakis czas pozniej powrot na dworzec. Agenci odbierali okolo 45 osob z Sant Petersburga. Tym razem to oni byli zespolem muzycznym Strooks. To podobno czesto praktykowana metoda. Tak wiec stoje w tlumie wiwatujacych, powiewam transparentem z napisem „cycki” i obserwuje jak z pociagu wysiadaja kolejni rosyjscy agenci z flagami i rozmaitymi dziwnymi rekwizytami. Ktos pyta sie mnie co tu sie dzieje. Odpowiadam po angielsku, ze przyjechal zespol Strooks! Niestety moi rozmowcy mowia ze o nim nie slyszeli.
Jakis czas pozniej wszyscy zostajemy odstawieni do wioski olimpijskiej. Wlasnie tak nazywamy miejsce w ktorym bedziemy nocowac. Znajduje sie na obrzezach Kijowa, w srodku jakiegos parku.

Nastepnego dnia rano budze sie w rozpadajacym sie pokoju jakiegos hostelu. W lozku lezy nowiutka przepychaczka klozetowa (jedna z wielu przywiezionych z Petersburga), a obok czapka Swietego Mikolaja. Zbudzilo nas wtargniecie rosyjskiej ekipy z ktora jeszcze kilka godzin wczesniej prowadzilismy metafizyczne rozmowy przy pewnym wysokoprocentowym plynie. Co dalej? Niestety nie wiem. Mam jakas krotka rozpiske, ale po rosyjsku. Zreszta nawet gdybym potrafil przeczytac jej tresc, to pewnie i tak niewiele by mi to dalo, bo zgodnie z zasadami wszystkie szczegoly sa tajne az do ostatniej chwili. Pewne jest tylko to, ze niebawem ilosc chaosu w Kijowie znacznie wzrosnie. Jakis czas pozniej dowiaduje sie, ze musze kupic sobie przepychaczke klozetowa, markera, t-shirta i kolorowa ponczoche. Nie wiem po co. Zreszta nie tylko ja. Dowiemy sie w swoim czasie. Przez chwile trzymam w reku scenariusz calej imprezy. Ma 15 stron. Przypuszczam, ze sa w nim wszystkie szczegoly, ale niestety jest po rosyjsku.

Jakis czas pozniej tlum ludzi sieje chaos w parku w centrum miasta. Wystarczy wozek z supermakretu i grupa zapalencow. Potem dziwne rzeczy dzieja sie w porcie. Ale to jeszcze nie koniec. Na pewnym statku pojawia sie wiecej ludzi niz powinno i przejmuje nad nim kontrole zamieniajac go w plywajaca imprezownie chaosu. Niektorzy maja ze soba przepychaczki. Nie wiem po co, ale to nie wazne. Jutro wszystko sie wyjasni. Ale jeszcze dzis trzeba zamrozic ludzi w supermarkecie, przemknac sie niepostrzerzenie przez srodek miasta i zaimprowizowac jeszcze kilka innych dzialan.

Co bedzie jutro? Zobaczymy. W tej chwili jest srodek nocy, a ja pisze ten tekst z przytulnego mieszkania w pewnym kijowskim blokowisku i popijam herbate. Klawiatura z cyrylica wyglada bardzo ciekawie.

Dzień 0

Pociąg do Kijowa jedzie 17 godzin. Na miejscu dostanę identyfikator, a po zakończeniu akcji płytę dvd z dokumentacją. Szacowana liczba uczestników to 250-350. Zastanawiam się kto za to wszystko płaci, skoro uczestnictwo w tej podziemnej inicjatywie jest całkowicie darmowe, a o jakichkolwiek sponsorach czy patronacie nie może być nawet mowy. Ktoś zrobił rezerwację w hotelu dla uczestników z poza miasta. Ktoś odpisuje na kolejne maile. Nie wiadomo kto. Jedyny kontakt to tajemniczy numer telefonu gdzieś na Ukrainę. Pociąg którym jadę jest prawie pusty. Na miejscu ktoś mnie odbierze. Nie wiem czy będzie to jedna osoba czy grupa ludzi. Znakiem rozpoznawczym jest czapka Świętego Mikołaja, którą muszę założyć po wyjściu z pociągu. Co będzie dalej? Nie wiadomo.

Miau

197952823_031fda33b0.jpg