Archiwa

pt.jpg

A man is made

[znalezione w starej książce od angielskiego, autor nieznany]

A man is made
Of flesh and blood
Of eyes and bones and water.
The very same thing make his son
As those thet make
His daughter.

A tree is made
Of leaf and sap,
Of bark and fruit and berries.
It keeps a bird’s nest
In its boughs
And blackbirds eat the cherries.

A table’s made
Of naked wood
Planed smooth as milk. I wonder
If tables ever dream of sun,
Of wind, and rain, and thunder?

And when man takes
His axe and strikes
And sets the sawdust flying –
Is it a table being born?
Or jast a tree that’s dying?

Widmo

Stoję na przystanku i czytam gazetę wyeksponowaną na kiosku. Słyszę jak autobus zatrzymuje się na przystanku i nagle uświadamiam sobie, że coś strasznie tutaj śmierdzi. Odruchowo patrzę w dół w poszukiwaniu śladów psiej aktywności na tym terenie, jednak nie dostrzegam nic podejrzanego. Wbiegam do autobusu zanim drzwi się zamkną, ale z przykrością stwierdzam, że smród nie ustępuje. Myślę sobie, że skoro wdepnąłem, to na pewno wiele stracę w oczach współpasażerów. Widzę ich wykrzywione twarze i zaczynam czuć się niezręcznie, co nie zdaża mi się często. Myślę, że najrozsądniej będzie pójść sobie na koniec autobusu i dokonać szybkiej analizy sytuacji. Ku mojemu zdziwieniu, spodnia strona mojego obuwia jest bez zarzutu. Ale smród nie ustępuje, a co więcej jest tak wybitnie potężny, że jego źródło musi tkwić gdzieś w autobusie. Plus jest taki, że już nie czuję się winny, a za minus można uznać wszechobecny smród, który nie ustępuje. Autobus staje na kolejnych przystankach, ktoś wysiada, ktoś wsiada, a ja szukajac kolejnych plusów tej niezbyt zacnej sytuacji zauważam jak nowy pasażer stojący przy przegubie autobusu dyskretnie i z pewnym zmieszaniem ogląda podeszwy swoich butów. Najwyraźniej są rzeczy, przez które musimy przejść wszyscy.