Archiwa

Wymiana źle wydrukowanych książek na nowe – podejście 2

Nad tą książką chyba ciąży jakaś klątwa.

Przypomnę, co wydarzyło się dotychczas. Otóż w czerwcu przyszedł transport książek i okazało się, że niektóre egzemplarze zostały źle wydrukowane (na krawędziach czarnych stron znajdowały się białe pasy).

Wadliwe egzemplarze zostały odesłane do drukarni i zniszczone. W międzyczasie drukarnia przysłała poprawione książki – niestety, w części nakładu ponownie pojawiły białe pasy, a oprócz tego w każdym egzemplarzu wyraźnie było widać gradienty na grafikach. Wyszło na to, że znowu książki będzie trzeba zniszczyć.

Dziś po raz kolejny przyszła paczka z książkami. Na początku wszystko wydawało się w porządku – świetna jakość druku, brak białych pasów, zero problemów z gradientami. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się okazało się, że w tytułach czterech rozdziałów (4, 5, 12, 15) pojawiły się dodatkowe spacje między niektórymi literami.

Ale wiecie co? Nie będę narzekał!

O rzeczach ukrytych w moich książkach

Czasami ktoś zadaje mi pytanie, dla kogo są moje książki. Co wówczas odpowiadam? Wydaje mi się, że przede wszystkim są dla ludzi, którzy lubią wnikliwie badać przeczytany tekst, przyglądać się mu, prześwietlać w poszukiwaniu ukrytych znaczeń i później czerpać satysfakcję z tego, że udało im się odkryć coś, czego być może większość osób nie zauważyła. Moje książki są krótkie, ich przeczytanie może zająć jeden wieczór albo dwa, ale zabawy jest jeszcze na wiele dni.

I jeszcze jedna ciekawostka. Jestem chyba jednym z nielicznych autorów, którzy mogą dać się zaskoczyć własnym tekstom. Dlaczego? O co chodzi? Chyba o tę drobiazgowość – skrupulatnie budowaną strukturę opowieści, w której tylko cudem sam się nie gubię. Nie gubię? Do czasu! W każdym moim tekście – od pogmatwanego „Defektu pamięci”, przez dziwaczną „Rekonstrukcję”, enigmatycznie opowiadania ze zbioru „I nagle wszystko się kończy”, po tajemniczą „Rezydencję” – pełno jest znaczących detali i precyzyjnie umieszczonych drobiazgów, o których być może pamiętam w momencie tworzenia książki, ale później już niekoniecznie. Wiele rzeczy odkrywam dopiero na nowo w trakcie lektury i mówię wtedy do siebie z uśmiechem na ustach „Skubany, niezły jest”. Często się też wówczas zastanawiam, co jeszcze tam jest, a o czym mogłem zapomnieć i sam jeszcze tego nie odkryłem. Czytelnicy, pomożecie?

:(

Dziś dostałem z drukarni protokół zniszczenia źle wydrukowanych książek oraz zdjęcia z procesu utylizacji, o które prosiłem. To trochę przykry widok, gdy widzi się tyle niszczonych książek, szczególnie gdy ma się świadomość, że samemu było się osobą skazującą je na taki los. W protokole słowa: „fizyczne zniszczenie/gilotyna”. To brzmi prawie jak wyrok. Ale tak trzeba było postąpić. Niebawem drukarnia przygotuje poprawiony nakład. Ale zanim to nastąpi, muszę zniszczyć jeszcze kilkadziesiąt egzemplarzy, które zostały u mnie. Nie wiem jak się za to zabrać – nie tyle w sensie technicznym, co emocjonalnym. Może prościej będzie przekazać te książki do drukarni i poprosić, żeby to oni się tym zajęli?