Archiwa

Łańcuszek

Zostałem nominowany do wzięcia udziału w łańcuszku typu „Podaj dziesięć książek, które zapadły ci w pamięć”. To miały być publikacje, które jako pierwsze przyjdą mi do głowy, bez zwracania uwagi na to, czy są mniej, czy bardziej ambitne, popularne, niszowe itd. Jako że jestem bardzo słaby i mało decyzyjny w tego typu rankingach, postanowiłem nieco zmodyfikować zasady i wprowadzić następujące ograniczenia: 1) jedynie książki przeczytane w ciągu ostatnich trzech lat, 2) tylko jeden tytuł jednego autora w ramach jednego gatunku literackiego (jak ktoś uprawiał kilka, to może pojawić się na liście więcej niż raz). Lista w kolejności alfabetycznej po autorach. Została przygotowana w sposób spontaniczny, więc może zawierać błędy i po przemyśleniu sprawy wyglądałyby nieco inaczej. Było z czego wybierać, bo w ciągu ostatnich 3 lat przeczytałem około 85 bardzo różnorodnych tytułów. Niektóre były dostępne jedynie w języku angielskim, więc więc w poniższym spisie oznaczyłem je w odpowiedni sposób (ang.).

„Z szynką raz” Charles Bukowski – Bukowski ma to do siebie, że jego kolejne książki są do siebie niezwykle podobne, a pewne motywy pojawiają się podane w identyczny sposób w różnych pozycjach. I choć najlepszym wstępem do prozy Bukowskiego są „Kobiety” lub „Najpiękniejsza dziewczyna w mieście”, to jednak „Z szynką raz” wydaje się być tą książką, która najbardziej zapada w pamięć i zdaje się mieć w największym stopniu autobiograficzny charakter, co daje do myślenia, jakim człowiekiem mógł być Bukowski, ze swoimi skomplikowanymi relacjami z ludźmi i życiem gdzieś pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Książka jest obecnie ekranizowana, więc coś czuję, że lada chwila wszyscy zaczną jarać się Bukowskim (no dobrze, i tak już się jarają). Czytajcie, póki jeszcze nie macie wyboru „film czy książka”.

„The Captain is Out to Lunch and the Sailors Have Taken Over the Ship” (ang.) Charles Bukowski – Coś na kształt pisanego żywym językiem pamiętnika i zbioru przemyśleń Bukowskiego. Fascynujące, wciągające, lekkie, barwne, zabawne i aż dziwne, że w Polsce na szerszą skalę praktycznie nieznane. Ktoś powinien to u nas wydać! Motywy przewodnie to jak zwykle: picie, hazard, kobiety, pisanie, a do tego sława i przemijanie.

„The Last Night of the Earth Poems” (ang.) Charles Bukowski – Wiersze Bukowskiego są jak opowieści i przemyślenia nieznajomego człowieka w barze. Zbiorów jest wiele, niektóre utwory się powtarzają, wydaje mi się jednak, że ta kolekcja jest jedną z najmocniejszych.

„Tales of the San Francisco Cacophony Society” (ang.) Carrie Galbraith, John Law, Kevin Evans – Ta książka jest prawdziwą biblią miłośników dziwnych przedsięwzięć, sekretnych grup oraz projektów w przestrzeni miejskiej. Bogato ilustrowana dokumentacja działań jednej z najbardziej znanych grup zajmujących się tego typu wydarzeniami. Niezastąpione źródło ciekawostek oraz inspiracji, będące portalem do świata jednej z najdziwniejszych rzeczy, jaką wydały na świat lata osiemdziesiąte.

„Amerykańscy Bogowie” Neil Gaiman – Choć książka wchodzi trudniej niż powiązane z nią „Chłopaki Anansiego” tego samego autora, to jednak w pamięć zapada nieco bardziej, a to ze względu na stworzoną przez autora niezwykle rozbudowaną historię osadzoną w barwnym świecie, w którym bogowie z różnych kontynentów przenikają się z amerykańską kulturą. Ta książka to taka szalona wycieczka przez USA, od tętniących życiem metropolii, przez wysuszone pustynie dróg międzystanowych, aż po zamarznięte jeziora i pokryte śniegiem lasy – a wszystko to z ogromną intrygą w tle.

„Fifty Shades of Grey” (ang.) E. L. James – Nie ma wątpliwości, że jest to książka słabo napisana (co prawda czytałem wersję angielską, bo to było kilka miesięcy przed ukazaniem się książki u nas, ale zakładam, że tłumacze nie był w stanie tego uratować). Uważam też, że sceny seksu zaczynają w pewnym momencie nużyć i poza nielicznymi wyjątkami człowiek jak najszybciej chce, żeby się skończyły, bo jest ciekaw, co wydarzy się dalej, a tymczasem musi czytać o cudzych orgazmach. Niemniej jednak historia i jej bohaterowie w jakiś dziwny sposób przyciągają i kolejne grube tomy wchodzą gładko. Przy takich publikacjach ludzkość lubi się polaryzować i powstają fronty fanatycznych miłośników i karykaturalnie przerysowanych przeciwników, a ja powiem tak – dobry pomysł, nienajlepsze wykonanie. Niemniej jednak warto się zapoznać, żeby wyrobić sobie własne zdanie i zrozumieć, co dzieje się w popkulturze.

„Nagle pukanie do drzwi” Etgar Keret – Jestem ogromnym fanem opowiadań Kereta, a to chyba jego najmocniejszy zbiór. Krótko i pomysłowo.

„Vertical” Rafał Kosik – Nie przypuszczałem, że ta książka będzie tak dobra. Skusiła mnie nietypowa wizja świata przedstawionego i poza tym nie liczyłem na zbyt wiele, a tymczasem otrzymałem rzecz niezwykle dopracowaną i barwną – a wszystko to od polskiego autora!

„Quicksand House” (ang.) Carlton Mellick III – Czasami w recenzjach moich książek pojawiają się sformułowania typu „książka zniszczyła mi mózg” oraz „niezły mindfuck”. Teraz już wiem, co recenzenci mają na myśli. Autor stworzył niezwykły psychodeliczny świat, którego próżno szukać w innych książkach, i wycisnął z niego ile się da. I nie jest to wyłącznie lawina odrealnionych pomysłów, lecz rzecz, która zostaje w głowie.

„Zniknięcie słonia” Haruki Murakami – Mój pierwszy Murakami: różnorodny, pokręcony, poetycki. Czego chcieć więcej? Zbiór opowiadań, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

„Przygoda z owcą” Haruki Murakami – Niezwykły, oniryczny klimat (jak to u Murakamiego), którego odbiór w moim przypadku spotęgowany był tym, że czytałem tę książkę na odludziu w zamglonych, szwajcarskich górach, przez co ta książka wywarła na mnie niezapomniane wrażenie.

„Rant” Chuck Palahniuk – Historia niezwykle pomysłowa (jak to u Palahniuka), a przy tym ma w sobie coś pięknego i nostalgicznego – klimat jest naprawdę niezwykły. To jeden z ostatnich dobrych palahniuków, zanim książki tego pana stały się poważnym nieporozumieniem. Co prawda po raz pierwszy czytałem „Ranta” w 2008, ale wtedy była to wersja angielska, natomiast w 2012 roku książka ukazała się po polsku i wciągnąłem ją jeszcze raz, tak więc mieści się w założeniach niniejszej listy („książki przeczytane w ciągu ostatnich trzech lat”).

„The Game: Penetrating the Secret Society of Pickup Artists” (ang.) Neil Strauss – Pokazuje relacje damsko-męskie w zupełnie nowym świetle i nawet jeśli część opisanych tu wydarzeń jest fikcją, to i tak czyta się bardzo przyjemnie. Ktoś się pośmieje, a ktoś przemyśli kilka spraw.

„Chimeryczny lokator” Roland Topor – Mroczny klimat, psychodeliczna atmosfera i jedna z najlepszych przepustek do dziwnego świata Rolanda Topora. Jest też film Polańskiego „Lokator’, który powstał właśnie na podstawie tej książki.

Oczywiście powyższa lista nie wyczerpuje tematu. Została przygotowana dosyć spontanicznie i z obostrzeniami wypisanymi powyżej.

Tak, wiem, że miało być dziesięć pozycji, a ja podałem więcej – jak się komuś nie podoba, może mnie pozwać.

Kolejne nominacje zamieszczam w komentarzach. Jeśli ktoś nie jest nominowany a chciałby być, to może śmiało nominować się we własnym zakresie.

Jak ktoś chce, może dodatkowo wylać sobie wiadro wody na głowę, ale nie musi.

Proroctwo roku 2010

Pamiętam jak kilka lat temu zakładałem swojego pierwszego mikrobloga, wówczas jeszcze w nieistniejącym już serwisie Blip.pl. Umieściłeś tu wtedy wpis, w którym dzieliłem się swoimi obawami odnośnie takiego kroku. Bałem się, że blog na tym ucierpi, bo zamiast długich i wyczerpujących wpisów, zaczną pojawiać się krótkie, lakoniczne notki. A to przecież z tych długich postów słynąłem! Jednocześnie w tym samym wpisie doszedłem do wniosku, że gdyby nie Blip, to z pewnością wielu wpisów nigdy by nie było, a przecież lepiej krótko niż wcale.

Od czasu założenia mikrobloga minęły już cztery wiosny. Co stało się w międzyczasie? Blip został zlikwidowany, a ja z mikroblogowaniem przeniosłem się na Instagrama. Zmieniły się też moje nawyki – tak jak kiedyś mikroblog był dodatkiem do bloga, tak teraz blog zdaje się być dodatkiem do mikrobloga. Moje obawy okazały się słuszne, zacząłem udzielać się tutaj znacznie rzadziej, a tego wpisu pewnie nawet by nie było, gdybym przypadkiem w AppStore nie zobaczył aplikacji do obsługi serwisu Blog.pl. Zainstalowałem, żeby przetestować i przy okazji napisać coś sensownego.

Tak więc piszę. Nastała era mobile’u. Tutaj pojawiam się już wyłącznie z takimi treściami, których nie dałoby się upchnąć na mikroblogu. Po całą resztę zapraszam tam. Gdzie? Dwa linki do wyboru: www.instagram.com/kb1985 lub też www.semp.pl/mikroblog. Acha, i daj proszę znak życia w komentarzu, jeśli czytasz te słowa. Dobrze wiedzieć, że w czasach facebooków, twitterów i instagramów ktoś jeszcze tu bywa. Do zobaczenia, czy to w tej, czy w innej części cyberprzestrzeni (ach, wystarczyło użyć tego słowa i od razu powiało późnymi latami dziewięćdziesiątymi)!

Wymiana źle wydrukowanych książek na nowe – podejście 2

Nad tą książką chyba ciąży jakaś klątwa.

Przypomnę, co wydarzyło się dotychczas. Otóż w czerwcu przyszedł transport książek i okazało się, że niektóre egzemplarze zostały źle wydrukowane (na krawędziach czarnych stron znajdowały się białe pasy).

Wadliwe egzemplarze zostały odesłane do drukarni i zniszczone. W międzyczasie drukarnia przysłała poprawione książki – niestety, w części nakładu ponownie pojawiły białe pasy, a oprócz tego w każdym egzemplarzu wyraźnie było widać gradienty na grafikach. Wyszło na to, że znowu książki będzie trzeba zniszczyć.

Dziś po raz kolejny przyszła paczka z książkami. Na początku wszystko wydawało się w porządku – świetna jakość druku, brak białych pasów, zero problemów z gradientami. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się okazało się, że w tytułach czterech rozdziałów (4, 5, 12, 15) pojawiły się dodatkowe spacje między niektórymi literami.

Ale wiecie co? Nie będę narzekał!